SIĘGAJ PO SWOJE MARZENIA – JEST AŻ TAK PÓŹNO – ŚWIAT POTRZEBUJE CIEBIE I TWOICH PRAWDZIWYCH PRAGNIEŃ, NIE PLANU B


Sięgaj po swoje marzenia

NA POCZĄTKU…

Marzenia – piszemy przez ‘rz’ – powtórzyła po raz kolejny nauczycielka języka polskiego w czwartej klasie szkoły podstawowej.

– Chyba to już słyszałam – pomyślałam ja ze szkolnej ławki. Dlaczego znowu o tym mówimy? Czy zasady pisowni to najważniejsza sprawa, którą będziemy poruszać w tym roku na lekcjach polskiego? Marzenia piszemy przez ‘rz’ – ok, w porządku, zapamiętam to do końca życia. Bardziej mnie interesuje – jak zrealizować swoje marzenia. Skąd mam wiedzieć jak to zrobić? A przede wszystkim… jak je usłyszeć?

Tego tematu w szkole nikt nie poruszał. Czekałam z niecierpliwością na takie lekcje, ale się nie pojawiały. A w mojej głowie kłębiło się od marzeń albo wyobrażeń o nich. Aż kiedyś na lekcji języka angielskiego – bach! Rozmawialiśmy o „gap year”, o tym co to takiego, czytaliśmy teksty o młodych ludziach, którzy zaprzestali tradycyjnego życia na rok – żeby wyruszyć w podróż, zostać wolontariuszami, albo medytować w odludnym zakątku globu.

Część z tych osób robiła to, o czym wcześniej tylko marzyła. Na przykład dziewczyna wyjechała do Ameryki Południowej, żeby wspierać budowę domu dziecka. Zawsze chciała pomagać i w ten sposób zrealizowała swoje marzenie. Był też opisany przypadek kobiety, która rzuciła pracę w korporacji, żeby przez rok „poszukiwać”, co jest dla niej, czego tak naprawdę chce od życia w przyszłości. Bo czegoś brakowało. Nie znała swoich marzeń.

I pamiętam reakcje niektórych osób w klasie, na historie, które wówczas czytaliśmy. Część zareagowała następująco: jakaś fanaberia, po co komu coś takiego. Marnowanie czasu. Przerwa w karierze, bez sensu. Były też osoby, które (podobnie jak ja) czuły się historiami zainspirowane i chciały mieć w przyszłości tyle odwagi i możliwości, żeby móc realizować swoje marzenia… albo wiedzieć, co jest dla nich ważne. Tylko tyle i aż tyle.

 

ZAWIESZENIE

Miałam cudowne możliwości rozwoju, miałam kochający dom, miałam wyjazd na Erasmusa (o którym marzyłam). Doświadczałam, studiowałam, poznawałam. Ale i tak bałam się sięgać po swoje największe marzenia. Nie miałam odwagi ich nawet nazwać. Dopiero po latach, podczas zmagań z problemami zdrowotnymi, kiedy moja dotychczasowa praca (nie będąca spełnieniem marzeń) zaczynała coraz bardziej mi ciążyć. Kiedy świadomość, że życie płynie, a ja nie realizuję swoich prawdziwych talentów i pasji, zaczęły być nie do zniesienia.

Już nie zastanawiałam się, czy warto (czułam, że tak), nie pytałam siebie i świata o pozwolenie – zaczęłam działać. Wiedziałam, że marzę o dwóch rzeczach. Chciałam tworzyć. KREOWAĆ. Pamiętam, że to pragnienie było ze mną od najmłodszych lat. Uwielbiałam tworzyć historie podczas zabawy, kreować opowieści pomiędzy postaciami z klocków lego, pisać opowiadania, pamiętniki. KREACJA miała w sobie smak WOLNOŚCI. Lubiłam mieć wpływ na to, co powstaje. Drugim marzeniem była pomoc innym ludziom. W szkole działałam w wolontariacie, ale później nie wiedziałam jak to rozwinąć. Chciałam wspierać innych, być w przepływie z nimi, mieć możliwość wymiany, bycia dla nich. Marzyłam o pracy z ludzkimi pragnieniami, ale bałam się po to sięgać. Bałam się, że nie jestem dość dobra.

Przed chorobą po części szłam w kierunku tych marzeń – studia pedagogiczne (pragnienie pracy z ludźmi i lepszego rozumienia ich) oraz dziennikarstwo i komunikacja społeczna (możliwość kreowania w formie pisanej, ale również lepsze zrozumienie istoty ludzkiej komunikacji). Ale na tym się kończyło. Nie wiedziałam, jak to połączyć, jak realizować swoje talenty i pragnienia – wszak w szkole nikt tego nie uczył. Nie wiedziałam jak znaleźć miejsce dla siebie w przestrzeni zawodowej, żeby realizować swoje pasje i równocześnie przysłużyć się innym i dawać im cząstkę siebie, żeby mogli rozwijać swoje życie. Więc pracowałam w biurze i robiłam coś, co nie znaczyło dla mnie nic.

 

DZIAŁANIE

Aż nagle w trakcie choroby pojawił się we mnie ogromny imperatyw – pisz. Pisz książkę. Wiedziałam, że to jest ogromne marzenie. Marzyłam już o książce w przeszłości – ale o czym miałabym napisać? Kto chciałby to przeczytać? W tym momencie jednak czułam, że jest tyle odkryć, które mam do pokazania światu, związanych ze zmianą sposobu myślenia. Tyle cudownych odkryć, które powinny ujrzeć światło dzienne.

Kryzys, który okazał się być szansą na zmiany. Na coś, na co wcześniej się w pełni nigdy nie odważyłam. Na bycie sobą. Choroba była dla mnie jak mentalny „gap year”, podczas którego podważałam każde szkodliwe dla mnie przekonanie. Docierałam do swoich zasobów i uświadamiałam sobie, że mogę zrobić z resztą swojego życia dokładnie to, co zechcę… Wystarczy zacząć TESTOWAĆ to, co naprawdę mnie pociąga. Nie to – co wydaje się mieć sens w oczach otoczenia, w oczach świata, w oczach kogokolwiek innego. Ważne jest to, co czujemy intuicyjnie – że jest dla nas – na dany czas właściwe.

 I zaczęłam realizować marzenie o kreowaniu. W międzyczasie zaczęła się przygoda z korzystaniem z coachingu, ze zgłębiania jego metod, narzędzi. Obecność drugiego człowieka, który nas nie ocenia, ale wspiera i daje przestrzeń do odkryć, nawiguje – to coś niesamowitego.

 Aż w końcu zdecydowałam się na profesjonalne kursy coachingowe. Czułam strach, ale widziałam po sobie, że to działa. Chciałam wspierać też innych w ich ścieżkach odkrywania. Widziałam, że zaczynam na spokojnie przyglądać się sobie – raz jeszcze. Na świeżo. Poznawać swoje talenty, jak dziecko w czwartej klasie szkoły podstawowej, którego nikt nie nauczył, że to o czym marzy i że zdolności, które wydawały się kulą u nogi – mają znaczenie.

Dowiedziałam się, że moja empatyczna dusza może być przydatna innym ludziom. Że moja kreatywność może przydać się nie tylko przy pisaniu książki o nadziei dla osób, które szukają wsparcia. Ale też w prowadzeniu własnej działalności. Gdzie to ja tworzę sposoby docierania do odbiorcy, gdzie piszę o tym, co w duszy gra, gdzie wspieram innych ludzi – również kreatywnym podejściem do ich życia.

Dotarło do mnie, że mam talent widzenia w innych – ich potencjału. Że chcę im go pokazywać. Chcę, żeby odkrywali, że wszystko jest w głowie i że mogą zmienić, co tylko zechcą – jeśli się na to odważą. I zaczną działać systematycznie – pracując nad wdrażaniem DOBRYCH dla nich NAWYKÓW. Czyli takich, które ich wzmocnią, sprawią, że będą czuli się bardziej zdrowi, silni, bardziej na swoim miejscu.

Moje zdziwienie było niezwykłe, gdy zaczęły przydarzać się sytuacje, w których miałam swoich pierwszych Klientów i usłyszałam na przykład, że byłam katalizatorem zmian w ich życiu, że otworzyłam im okno, żeby mogli znowu głębiej odetchnąć. To były wzruszające momenty. Czy jest łatwo iść za głosem Serca i tym, co ono nam podpowiada? Iść za tym, co w głębi duszy jest naszym Marzeniem…? Nie. Ale czy warto? Zawsze.

A Ty, o czym marzysz?

 

A kiedy już wiesz doskonale, czego pragniesz – i starasz się to realizować – przeczytaj TEN TEKST w chwili zwątpienia http://coachingserca.pl/stac-sie-niezlomnym-realizacji-celow/

 

fot. Agnieszka Werecha


You may also like

3 komentarze

  1. Magda, sprawiasz, że kolejny raz mam dreszcze czytając Twoje wpisy. Pisz książkę, masz talent, wielki dar przekazywania emocji w słowie pisanym. To się po prostu chce się nie tyle czytać, ile przeżywać. Dzięki temu jak to napisałaś, „byłam” we wszystkich miejscach i we wszystkich sytuacjach, które opisałaś. Piękna historia, Twoja historia, która inspiruje mnie niesamowicie. A skro mnie, to z dużym prawdopodobieństwem również i innych. Cudnie. Niech to światło idzie dalej..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *