Małe rzeczy są ważne… sztuka hygge


Małe rzeczy są ważne… sztuka hygge

Miałam ogromną ochotę napisać ten post… a jednocześnie nie wiem zupełnie od czego zacząć. To ważny dla mnie temat – ponieważ kiedyś nie doceniałam małych rzeczy. Nie czerpałam przyjemności z drobiazgów. Nie delektowałam się życiem…

Dziś staram się być uważną każdego dnia, mam swoje rytuały codzienne, które pozwalają mi jeszcze bardziej skupić się na czerpaniu z życia tego co piękne. Dzisiaj mam poczucie – że cieszenie się z małych rzeczy, tworzenie, kreowanie okoliczności do codziennych radości – a także zauważanie tych, które zjawiają się zupełnie nieoczekiwanie – to jedna z ważniejszych życiowych umiejętności. Umiejętność ta bowiem – jest bramą do szczęścia. Zabrzmiało górnolotnie? 😉 Może odrobinę.. ale to prawda.

Na mojej ścianie wisi tabliczka z napisem „Ciesz się małymi rzeczami, któregoś dnia zdasz sobie sprawę, że były to rzeczy wielkie”. Kiedy na nią spoglądam mam poczucie, że to kwintesencja naszego życia… Dostrzeganie i przeżywanie chwil. Życie to chwile. Umykają tak szybko… i są tak bardzo cenne. Dzisiaj wiem, że małe rzeczy to wielkie rzeczy… nie chcę przegapić żadnej małej – wielkiej chwili w moim życiu.

 

Teraz

Zanim napisałam ten tekst przygotowałam sobie herbatę z cytryną i miodem. Nie pijam jej codziennie, bo dominują u mnie herbaty ziołowe, ale bardzo lubię od czasu do czasu właśnie taką czarną, klasyczną herbatę, która kojarzy się z dzieciństwem, bezpieczeństwem, spokojem.

Usiadłam przy biurku z listą rzeczy do zrobienia na dziś, otworzyłam edytor tekstu i już miałam oddać się twórczej pracy kiedy prosto na moje kolana wdrapała się moja kotka Luna. Mogłam nie dostrzec potencjału tej chwili, zignorować Lunę lub zdjąć ją z kolan i od razu przystąpić do pracy – i „stara ja” kilka lat temu tak właśnie by zrobiła. Bo wiecie – przecież praca jest do zrobienia. Nie dziś. Świadomie i na spokojnie oddałam się chwili z kotem 😉 Mówiłam do niej, patrzyłyśmy na siebie, głaskałam ją i czule drapałam pod brodą, a ona po prostu mruczała i uśmiechała się do mnie 🙂 Kiedy widziałam, że jest usatysfakcjonowana naszą wspólną chwilą – napiłam się spokojnie herbaty i dopiero zabrałam za pracę.

Ten banalny być może dla niektórych przykład relacji ze zwierzęciem (choć nie dla mnie;)) to tylko przykład… Chwile, które są ważne, drobiazgi, które wpływają na nasze szczęście – to przecież relacje z bliskimi naszemu sercu ludźmi. Warto być w tych relacjach uważnym tak często jak to możliwe.

I relacja najważniejsza, relacja na całe życie – nasza z nami samymi… To czy dajemy sobie przestrzeń na maleńkie codzienne radości, na chwile zatrzymania, doceniania, dziękowania, BYCIA. To jest kwintesencja życia. Nie nieustanna pogoń. Ale też zatrzymanie w drodze i dostrzeżenie tego, co już za nami, co być może przed nami – ale przede wszystkim tego, co jest dzisiaj naszym udziałem.

Cieszmy się sobą! Tym kim jesteśmy. Tym co nas otacza. Tym jaką drogą idziemy albo jedziemy do pracy. Tym co popijamy z ulubionego kubka. Tym, że możemy pobiegać. Tym, że mamy komu przygotować obiad. Tym jakie rozmowy przeprowadziliśmy podczas naszej pracy. Tym, że ktoś jest nam wdzięczny za naszą pracę. Tym, że udało nam się znaleźć czas na kawę z koleżanką. Tym, że za oknem świeci słońce. Tym, że czujemy się dobrze fizycznie. Tym, że za kilka dni wyjazd. Tym, że kochamy naszego partnera. Tym, że rano mogliśmy się do niego przytulić. Tym, że mamy ciepłe łóżko. Tym, że nasza firma powolutku się rozwija. Tym, że możemy żyć po swojemu i z pasją. Tym, że praktykowaliśmy medytację o poranku. Tym, że znaleźliśmy 15 minut żeby poczytać kilka stron inspirującej książki. A jeśli już o inspirującej książce mowa to ostatnio w moje ręce wpadła kolejna pozycja o hygge, którą polecam i do której będę z przyjemnością wracać.

 

Księga hygge

„Księga hygge. Jak zwolnić, kochać i żyć szczęśliwie” – książka autorstwa Louisy Thomsen Brits pozwala się zatrzymać, docenić, być. Autorka dzieli się duńskimi przepisami na hygge, ale jak sama zaznacza „nie potrzebujesz duńskich przepisów i nie musisz znać sekretów skandynawskiego stylu życia, żeby się dowiedzieć, na czym polega hygge. Znajdziesz je w odpowiedzi na pytanie, gdzie czujesz się najbardziej u siebie, jakie czynności i zwyczaje są dla Ciebie kotwicami, przy kim czujesz się swobodnie, co najbardziej poprawia Ci samopoczucie, co robisz, żeby się zrelaksować, i po co sięgasz, żeby poczuć komfort”. I w rzeczy samej tak właśnie jest – hygge może zagościć w naszym życiu bez względu na to jaką szerokość geograficzną zajmujemy.

Hygge koncentruje się na byciu, na docenianiu chwili, na odczuwaniu zadowolenia, wiąże się z naszym zaangażowaniem w moment bieżący. Może być związane z relacją z innymi ludźmi, z relacją z miejscem, z tradycją, z domem, z nami samymi.

Książka, o której wspominam pozwala nam wrócić do naszych rytuałów jeśli je odrobinę zaniedbaliśmy albo zapoczątkować nowe. Otwiera nam oczy na hygge, które codziennie celebrujemy i na przestrzeń do hygge, która jest u nas jeszcze niezaopiekowana.

Dla mnie hygge wiąże się bardzo mocno z UWAŻNOŚCIĄ, z mindfulness. I tak naprawdę bez uważności nie jest możliwe docenianie drobiazgów. Nie jest możliwe doświadczanie zadowolenia i radości z tego, co daje nam piękna chwila. W jednym z rozdziałów Louisa tak pisze o obecności w kontekście hygge:

„Hygge to obecność i otwartość; to pełne poczucie chwili obecnej, które wymaga od nas tego, abyśmy byli gotowi odłożyć wszystko inne na bok. Kiedy praktykujemy hygge, wkraczamy do płynnego kontinuum obejmującego przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Akceptując przeszłość i traktując z uwagą teraźniejszość, mamy poczucie ciągłości i zakotwiczenia w teraźniejszości. Zapominamy o marzeniach związanych z przyszłością i uświadamiamy sobie, że nasze szczęście nie składa się z twardej rzeczywistości, lecz z abstrakcyjnych uczuć dobrego samopoczucia i bezpieczeństwa (…) Źródła dobrego samopoczucia to pełne zaangażowanie się w to, co się dzieje dookoła nas, a także drobne przyjemności, takie jak wystawienie krzesła na ganek i cieszenie się promieniami słońca (…) To wartość, którą nadajemy sytuacji, dzięki czemu nabiera ona ducha hygge. Kiedy zaczniemy być bardziej wyczuleni na te schematy, każdego dnia będziemy dostrzegać więcej sytuacji spójnym z naszym rozumieniem hygge, które będą poprawiać nasze samopoczucie”.

 

A zatem czym jest dla Ciebie hygge?

Dla mnie to na przykład samotne bieganie przez las – i totalne zatracenie się w tej aktywności. To także wspólna kolacja zjedzona z mężem przy świetle świecy. Poranna herbata i chwila na medytację. To również przerwa w pracy żeby napić się kawy i przeczytać artykuł na jednym z ulubionych blogów. Ale to także spotkanie z przyjaciółmi, wspólne biesiadowanie, głośny śmiech i poczucie, że wszystko jest tak jak ma być.

„Życie jest takie słodkie właśnie dlatego, że nigdy nie wróci.”

Emily Dickinson

Cieszmy się małymi rzeczami, celebrujmy chwile. Warto.

A jakie jest Twoje hygge? Daj znać 🙂

 

Fot. Unsplash

 

Chcesz być na bieżąco i czerpać wiedzę i inspirację z tego miejsca?

 

Dołącz do niezwykłej, pełnej wsparcia i INSPIRACJI grupy na FB – TUTAJ oraz na fp – TUTAJ

♥ ♥ ♥

Słyszałeś o dającej NADZIEJĘ na przejście przez KRYZYS książce? O książce, która pomaga uporać się z ograniczającymi przekonaniami, dodaje odwagi do życia NA WŁASNYCH ZASADACH, wskazuje sposoby na codzienną UWAŻNOŚĆ i uczy jak cieszyć się z małych rzeczy? Jestem autorką tej książki, a jej tytuł to „Zdrowa Nadzieja” 🙂 Mój proces dochodzenia do zdrowia był przełomem w życiu i sposobie patrzenia na świat. Zrozumiałam, że bez względu na okoliczności SZCZĘŚCIE jest decyzją. Chcesz się dowiedzieć więcej? Zajrzyj TUTAJ

♥ ♥ ♥


You may also like