CZY WARTO BYĆ EKSPERTEM OD WŁASNEGO CIAŁA I ZDROWIA?


Czy warto być ekspertem od swojego życia i zdrowia?

Powiem szczerze, bo tak lubię i taki jest mój blog odkąd go założyłam (czyli od około roku), że biłam się z myślami czy napisać dla Was ten tekst.  Autentyczność  to dla mnie ważna wartość, mam silną potrzebę dzielenia się z moimi Czytelnikami sprawami, które w jakiś sposób sprawiają, że żyje mi się lepiej, cieplej (mam na myśli ciepło w sercu), harmonijniej, zdrowiej, radośniej, bliżej siebie po prostu. Nie zawsze są to zagadnienia łatwe, przyjemne, lekkie. Bywa tak, że dotykają one tego, co intymne, a nawet uznawane za tematy tabu w naszym społeczeństwie. I trochę tak jest z tematem zdrowia.

Bo z jednej strony ludzie często dzielą się w prywatnych rozmowach tym, co im dolega, co dzieje się z ich bliskimi w tym temacie, co komuś pomogło etc., a równocześnie mam wrażenie, że jest pewna nagonka na osoby mówiące głośno o swoich doświadczeniach np. w Internecie. „Nie jesteś lekarzem – to się nie odzywaj (…) Co Ty możesz o tym wiedzieć? Skończyłaś medycynę?” etc.

 

Brak hejtu na temat „Zdrowej Nadziei”?

Muszę powiedzieć, że jestem w szoku, że moja książka „Zdrowa Nadzieja” (dostępna TUTAJ w której dzielę się przecież nie tylko swoimi odkryciami na tematy związane z budowaniem wspierającego myślenia, z budowaniem poczucia własnej wartości, z realizacją życia bliżej swoich wartości, z dbaniem o harmonię ciała, umysłu i serca przy pomocy np. mindfulness i biegania, ale także zagadnieniami z obszaru naturalnej medycyny, leczenia holistycznego, homeopatii, ziołolecznictwa, suplementacji) nie spotkała się z hejtem, nagonką etc. Pewnie przyczyną jest fakt, że jestem self-publisherem działającym na niewielką skalę i książka trafia głównie w ręce ludzi, którzy znają mnie z bloga/grupy (dołącz TUTAJ), czy FP (TUTAJ) Nie są to zatem Czytelnicy przypadkowi.

 

Lekarz wszechwiedzący i wszechmogący?

Jednak wracając do meritum – mam takie poczucie, że jest u nas w Polsce wciąż mocno zakorzeniony kult lekarza wszechwiedzącego, który jak coś powie to tak jest i koniec kropka – może to tylko moje przekonanie i wrażenie, ale wydaje mi się, że coś w tym jest. Otóż ja się z tym kultem nie zgadzałam, nie zgadzam i zgadzać nie zamierzam. Bez względu na to jaki ktoś wykonuje zawód – jest tylko (i aż!) Człowiekiem. A człowiek bywa omylny. Lekarz nie jest lepszy od Ciebie… nie jest też gorszy. Powinien być partnerem. Który ma jakąś wiedzę z obszaru wspierania Twojego zdrowia… ale nie jest ekspertem od CIEBIE. Nawet jeśli działa z najlepszą intencją. Nawet jeśli działa z wiedzą, w którą święcie wierzy… (przekonałam się już niejednokrotnie, że nie ma czegoś takiego jak uniwersalne prawdy…. i uniwersalne rozwiązania dla wszystkich). Wkurza mnie strasznie jak słyszę, że tak jest i koniec, bo pokazało to badanie X lat temu na myszach. Albo że nie ma innej metody. Cóż… to, że doktor House… tfu! Doktor X nie zna metody leczenia innej niż środki medycyny konwencjonalnej, o których uczył się na studiach – nie oznacza, że takiej metody nie ma. On jej po prostu nie zna. To, że wielu lekarzy jej nie stosuje, ponieważ funkcjonują w obrębie tego samego nurtu – wciąż nie wyklucza skuteczności innej metody, o której albo nie słyszeli, albo nie wierzą w jej skuteczność.

Wkurza mnie strasznie, że niektórzy lekarze z wielkim oburzeniem podchodzą do pacjentów, którzy chcą być ekspertami od własnego ZDROWIA. Obruszają się, krytykują, starają się przedstawiać swoją wiedzę jako jedyną słuszną prawdę. Kurde… halo! Coś tutaj chyba nie gra. Bo przecież zarówno lekarzowi jak i pacjentowi powinno chodzić o jedno – o poprawę stanu zdrowia pacjenta, o jego WYLECZENIE. Nie zaleczenie… nie stłumienie na chwilę objawów choroby, nie zakamuflowanie choroby… a o wyzdrowienie. I jeżeli pacjent ma swój pogląd, pomysł, wizję – i zwyczajnie chce po partnersku na ten temat z lekarzem porozmawiać – to powinien mieć taką możliwość. A nie czuć się jak ktoś na niższym poziomie, kto g…. wie i rozumie. Być może taki model jest dla niektórych lekarzy (NIEKTÓRYCH! poznałam kilku fantastycznych – których wspólnym mianownikiem była pokora… umiejętność empatycznego wysłuchania pacjenta, otwartość na to, co pacjent myśli, czuje, wie na swój temat…) wygodniejszy, ponieważ wychodząc z pozycji wszechwiedzącego eksperta nie muszą mierzyć się z dylematami, niekonwencjonalnymi decyzjami, koniecznością nieustannego poszerzania horyzontów (również z obszaru medycyny naturalnej, po którą coraz więcej ludzi NA SZCZĘŚCIE SIĘGA).

Mam ogromną nadzieję, że to co już się dzieje – czyli coraz większa samoświadomość ludzi – będzie nabierać rozpędu i że system, który wygląda średnio zmieni się. Ludzie korzystający z „wujka google” w zakresie stawiania sobie diagnoz, szukania rozwiązań etc. są przez wielu lekarzy hejtowani. Cóż – nie twierdzę, że wiedza zaczerpnięta z Internetu jest rzetelna i wystarczająca. Ale umożliwia szukanie źródeł w postaci np. wartościowych książek i osób, które mogą nas wspierać w dążeniu do zdrowia, samopoznania.

 

Lekarz, który wspiera, rozumie, uznaje Cię za eksperta od Twojego własnego ciała

Teraz będzie pozytywnie i uwaga – na temat świetnego lekarza 🙂 Jakiś czas temu znalazłam lekarza, do którego postanowiłam dojeżdżać raz na kilka miesięcy na kontrolę (żeby wiedzieć czy z moją tarczycą wszystko ok, robić usg, kontrolować poziomy hormonów itd.) i mam wreszcie poczucie, że jesteśmy partnerami w rozmowie! Wymieniamy swoje doświadczenia podczas wizyt, jest pierwszym lekarzem (specjalizacja internista – ale przede wszystkim jest lekarzem HOLISTYCZNYM), który doskonale rozumie, że tak naprawdę CIAŁO CZŁOWIEKA ma w sobie ogromny potencjał samouzdrawiający jeśli mu w tym nie przeszkadzamy i odrobinę pomożemy. Korzysta z metod, które przez lata poznawałam i które również mnie wspierały w leczeniu boreliozy – jak homeopatia, ziołolecznictwo, akupunktura, a także leczenie poprzez odpowiedni dobór suplementów, czy wreszcie GŁODÓWKI lecznicze.

Jakież było moje zdziwienie (pozytywne!) gdy na pierwszej wizycie usłyszałam (po raz pierwszy odkąd okazało się, że mam guzka na tarczycy… nie licząc tybetańskiego lekarza, który również absolutnie nie zalecał usuwania guza) – że oczywiście dobrze zrobiłam, że nie zdecydowałam się na operację i że ma w swojej praktyce lekarskiej osoby, którym guzki zmniejszały się lub wchłaniały całkowicie, albo po prostu przez lata pozostawały bez zmian, a tarczyca elegancko działała.

Kolejnym punktem wspólnym w naszym postrzeganiu zdrowia okazały się być posty. Kiedy opowiadałam lekarzowi o tym, jak bardzo wspierające w procesie leczenia boreliozy i niedoczynności tarczycy były posty dr Dąbrowskiej – wcale nie był zaskoczony.

Boże… jak ja wielokrotnie napotykałam na endokrynologów (od których oczekiwałam tylko USG…), którzy krytykowali mnie, posty warzywne, fakt że nie chcę poddać się operacji, a także informowali o tym, że mimo dobrych wyników hormonalnych (dzięki postom!) powinnam wziąć pod uwagę „leczenie euthyroxem”… żeby guz nie urósł. 3 lata temu jeden „doktor X” stwierdził, że kwalifikuję się na operację i pewnie usuną mi całą tarczycę, bo guzek jest tak położony. Wyniki też nie są za dobre, więc w sumie co za różnica. Tarczyca – wyrok – do widzenia! Kiedy wspomniałam mu o poście warzywnym, o tym, że słyszałam od osób, które chorowały na niedoczynność, że wszystko po kilku postach ładnie im się wyregulowało – brzydko mówiąc wyśmiał mnie. Nie tylko był zamknięty na wiedzę, o której nie miał pojęcia, ale i z poczuciem wyższości oznajmił, że to niemożliwe, że jakieś bujdy opowiadam… Masakra.

3 lata później – moje wyniki tarczycy są IDEALNE, KSIĄŻKOWE, PERFEKCYJNE – informacja potwierdzona przez lekarza (holistycznego) 😉 Jak to określił pozytywny pan doktor – TARCZYCA ŻYLETA. Fakt, że regularnie poszczę – i dzisiaj jest mi zdecydowanie łatwiej, bo post dr Dąbrowskiej zyskał ogromną popularność (z czego bardzo się cieszę, bo wiem jakie to potężne narzędzie uzdrawiające!), a także przyjmuję suplementy (a nie leki, które mają skutki uboczne…) – czyli między innymi witaminę D3, K2MK7, jod nieorganiczny (płyn Lugola), cynk, selen, witaminę A, B, C 😉

 

Miła niespodzianka

Poza guzkiem na tarczycy, który nie rośnie, a może nawet zaczął się zmniejszać – na razie różnica minimalna, więc nie jest to jeszcze pewne (a lekarze informowali mnie przecież już 3 lata temu, że z każdym miesiącem będzie większy…) jestem TFU!!! BYŁAM posiadaczką łagodnych guzków w piersiach (gruczolakowłókniaki). Otóż podczas wczorajszego kontrolnego badania USG (mając nowotwory piersi w rodzinie regularnie się badam) okazało się ku ogromnemu zdziwieniu przemiłego pana doktora wykonującego badanie – że wszystkie trzy guzki zniknęły! Czary? NATURA 😉

Hm…. w takim momencie nie sposób nie przypomnieć sobie chwili, w której inna lekarka wykonująca badanie usg i wykrywająca te guzki x czasu temu stwierdziła, że tego typu zmiany „nie zmniejszają się, a co najwyżej mogą urosnąć”. Jak widać myliła się. Kiedy zadzwoniłam do mojego lekarza holistycznego podzielić się z nim dobrą nowiną i stwierdzając, że to pewnie dzięki dostarczaniu do organizmu jodu nieorganicznego – stwierdzi:

„to wszytko jest drużyna”….

Bardzo spodobało mi się to stwierdzenie i zapamiętam je.

Nasze ciało to DRUŻYNA poszczególnych narządów, układów. Wszystko jest od siebie zależne… NASZA GŁOWA (w znaczeniu zdrowego lub niezdrowego myślenia) WPŁYWA NA CIAŁO, NASZE ŻYWIENIE WPŁYWA NA CIAŁO, NASZE NAWADNIANIE, NASZA AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA, codzienna UWAŻNOŚĆ lub jej brak, GŁĘBOKIE ODDYCHANIE lub jego brak. Tylko JA mogę być EKSPERTEM od swojego ciała… I TYLKO TY – MOŻESZ BYĆ EKSPERTEM OD SWOJEGO CIAŁA. Owszem – potrzeba nam fantastycznych, inspirujących, pełnych mądrości i otwartości lekarzy (najlepiej holistycznych ;)), którzy podejdą do współpracy z nami na zasadach partnerskich. Którzy przede wszystkim po ludzku okażą nam SZACUNEK i zrozumienie, że tylko my wiemy tak naprawdę głęboko w środku… co jest dla nas właściwe. Jeśli czujesz wewnątrz NIEZGODĘ na to, co mówi albo robi Twój lekarz – jeśli masz taką możliwość poszukaj innego.

 

Na koniec

Ja lekarzem nie jestem – i zgodnie z prawem chciałam tutaj o tym przypomnieć. Wszystko co napisałam powyżej jest zbiorem moich osobistych doświadczeń i przemyśleń. To, że coś pomogło mnie – nie oznacza, że pomoże i Tobie. Wcale nie musi tak być. Nie kieruj się zatem zlepkiem informacji z sieci. Chcę Cię jedynie zachęcić do ŚWIADOMEGO WZIĘCIA ODPOWIEDZIALNOŚCI za swój proces budowania zdrowia (lub odzyskiwania go).

Nie jestem też zdania, że w każdej sytuacji możemy w pełni odzyskać zdrowie i nie uważam, że stosowanie metod konwencjonalnych jest zawsze niewłaściwe. Po prostu uważam, że poszerzanie swoich horyzontów kiedy staramy się o nasz najcenniejszy dar (ZDROWIE) jest ważne. Nie warto się zamykać. Warto szukać, wybierać świadomie. Być przy sobie. Nikt za nas nie podejmie (albo przynajmniej w mojej ocenie nie powinien podejmować) za nas decyzji jak chcemy odzyskać zdrowie. Jakie metody chcemy zastosować.

Zdrowy styl życia, dbanie o równowagę – to wartości bliskie mojemu sercu. Wiem jednak, że nie jesteśmy wszechmogący (choć bardzo wiele zależy od nas) i czasem po prostu nie jesteśmy w stanie wyzdrowieć albo pomóc w leczeniu bliskiej nam osoby. Czy to jednak oznacza, że mamy nie dbać, nie starać się, nie robić wszystkiego najlepiej jak potrafimy?

Do czego Cię zachęcam?

Jeżeli to co piszę trafia do Twojego serca i inspiruje Cię to być może zechcesz dokładnie poczytać o tym, jak wyleczyłam się z boreliozy i niedoczynności tarczycy, jak uzdrowiłam swoje życie również na poziomie emocjonalnym, zatroszczyłam się o zdrowe rytuały, zbudowałam odporność psychiczną i nauczyłam się żyć bardziej harmonijnie, uważnie i zdrowo to warto żebyś zapisał się na Newsletter i odebrał fragment książki „Zdrowa Nadzieja” w prezencie! Jeżeli Ci się spodoba i zechcesz przeczytać całą – koniecznie daj mi znać mailowo, żebym mogła przygotować personalną dedykację specjalnie dla Ciebie DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ <3 

fot. Jola Aleksandrowicz

 

Fot. główne: Evan Kirby, Unsplash

 

Chcesz być na bieżąco i czerpać wiedzę i inspirację z tego miejsca?

Dołącz do niezwykłej, pełnej wsparcia i INSPIRACJI grupy na FB – TUTAJ oraz na fp – TUTAJ

♥ ♥ ♥

Słyszałeś o dającej NADZIEJĘ na przejście przez KRYZYS książce? O książce, która pomaga uporać się z ograniczającymi przekonaniami, dodaje odwagi do życia NA WŁASNYCH ZASADACH, wskazuje sposoby na codzienną UWAŻNOŚĆ i uczy jak cieszyć się z małych rzeczy? Jestem autorką tej książki, a jej tytuł to „Zdrowa Nadzieja” 🙂 Mój proces dochodzenia do zdrowia był przełomem w życiu i sposobie patrzenia na świat. Zrozumiałam, że bez względu na okoliczności SZCZĘŚCIE jest decyzją. Chcesz się dowiedzieć więcej? Zajrzyj TUTAJ

♥ ♥ ♥


You may also like