WSZYSCY JESTEŚMY POŁĄCZENI, CZYLI O OGROMNEJ MOCY WSPARCIA


Wszyscy jesteśmy połączeni, czyli o ogromnej mocy wsparcia

BIEG GÓRSKI

W minioną sobotę 19.08 podczas biegu górskiego w okolicach Ślęży (start w Sobótce) zrozumiałam, jak ogromną moc ma wsparcie, które możemy otrzymać od drugiego człowieka. Góra Ślęża to niezwykłe miejsce (zlokalizowana  około 30 km od Wrocławia) uznawana jest za bardzo energetyczne miejsce. Określa się ją mianem czakramu. Co to takiego? W kilku miejscach na Ziemi znajdują się czakramy czyli tzw. miejsca mocy – są to punkty energetyczne rozsiane po całej kuli ziemskiej i połączone ze sobą liniami energetycznymi. Inny istotny czakram w Polsce znajduje się na Wawelu. Ślęża natomiast jest wskazywana jako drugie, co do siły oddziaływania, takie miejsce w naszym kraju. Przebywając w miejscach mocy wiele osób odczuwa większy spokój, szybciej regeneruje ciało, czuje się po prostu dobrze.

W minionych epokach ludzie będąc bardziej wyczuleni na siły natury – wyczuwali moc takich miejsc i otaczali je kultem. Na Ślęży pierwsze miejsce kultu datuje się na 1300 rok p.n.e. Zwykło nazywać się tę górę Śląskim Olimpem, a na jej szczycie odnaleziono kamienny krąg, w którym oddawano cześć bogowi słońca.

W takim pięknym i magicznym miejscu miałam podjąć wyzwanie i przebiec 10 km po trudnych i wymagających, górskich ścieżkach.

Opowiem Wam o tym doświadczeniu, ale najpierw słowo wstępu…

 

COACHING TO WIARA W DRUGĄ OSOBĘ

Dzisiejszy wpis będzie dotyczył ogromnej mocy, którą każdy z nas nosi w sobie i o mocy wsparcia – jeżeli ktoś ma dobrą intencję i w nas wierzy. Tego, że drugi człowiek może przypomnieć nam jak ogromną siłę nosimy w sobie. Przypomnieć – a nie zrobić coś za nas, uzdrowić nas, być naszym mistrzem, guru, mentorem, zbawcą – nie wierzę w coś takiego. Być może z tego właśnie powodu jestem coachem – a nie psychoanalitykiem. Wierzę w ogromną siłę każdego z nas. W ogromną moc, którą nosimy w sobie. Nikt nie jest lepszy, mocniejszy, czy gorszy i słabszy. Każdy ma potencjał, ale nie każdy o tym pamięta, albo czasem zdarzają się momenty, gdy o tym zapominamy. Wtedy przydaje się wsparcie – ale nie takie, w którym inny człowiek mówi Ci, że wie co masz zrobić, że on zaplanuje Ci Twoje kroki albo zrobisz tak jak on i będzie dobrze. Nie do końca tak to funkcjonuje. Oczywiście INSPIRACJA drugą osobą to potężna siła, to co nas inspiruje – czyli porywa nasze Serce w drugim człowieku, w jego ścieżce – ma dużą wartość i za tym warto iść. Ale nie jestem zwolenniczką podążania ślepo za drugim człowiekiem. Mądrość mamy w sobie. Każdy z osobna ma ją w sobie. Swoją moc. Swoją mądrość.

Dla mnie genialną metodą wspierania jest coaching, ponieważ nie polega na diagnozowaniu i narzucaniu drugiej osobie, co ma dalej zrobić, by wyjść z problemu, czy zrealizować cel – ale skupia się na potencjale i możliwościach drugiego człowieka. Na wydobywaniu JEGO unikalnych talentów, na docieraniu do jego indywidualnych możliwości, perspektyw, sposobów realizacji. I pomaga to wszystko uporządkować, a następnie zacząć działać. Ale coach wspiera w docieraniu do pokładów mocy i możliwości Klienta – a nie daje swoje gotowe recepty. Bo to, że coś zadziałało u nas – nie oznacza, że zadziała u innych. Może – lecz nie musi. Jest w coachingu miejsce na inspirowanie, ale nie to jest jego istotą. Istotą jest przypominanie sobie albo odkrywanie przez coachee jak wiele ma w sobie mocy, jak wiele może zmienić i zrealizować po swojemu. I co ciekawe – czasem wystarczy otwarte serce obu stron, żeby zaczęły dziać się rzeczy magiczne

 

ZMAGANIA Z SAMYM SOBĄ I MOC WSPARCIA

A teraz wróćmy do górskiego biegu w Sobótce… Zaczęło się od ostrego podbiegu – już w miasteczku. Kiedy dobiegłam do leśnej, kamienistej ścieżki – byłam już nieźle zziajana. Dodatkowo bardzo męczył mnie od kilku dni katar. Nie byłam w stanie swobodnie oddychać. Biegłam szybko. Wolniej niż po płaskiej nawierzchni, ale szybko. Pierwsze cztery kilometry były zmaganiem z nieustannym, ostrym podbiegiem. Nie miałam wyznaczonego, wymarzonego czasu, w którym chciałam ukończyć zawody (zresztą zapomniałam stopera ;)). Zależało mi po prostu by zrobić to najlepiej jak potrafię. Czyli tak szybko, jak pozwoli mi ciało. Pod koniec czwartego kilometra miałam poważny kryzys. Mimo, że biegam uważnie z dużą dozą akceptacji dla warunków, które się pojawiają (tutaj możesz obejrzeć film, który ostatnio nagrałam o biegowym mindfulness https://www.facebook.com/pg/coachserca/posts/) to podczas walki z samą sobą na tym stromym, niekończącym się górskim podbiegu poczułam, że mam dość. Mój umysł podpowiadał, że jest ciężko. Po co mi to. Brakuje sił. I wtedy ja – specjalistka od uważnego biegania – odleciałam na chwilę. Nie było mnie w pełni w tym lesie, w ciele. Znalazłam się w szalejącym umyśle, który podpowiadał, że nie dam rady dłużej biec, muszę iść, ponieważ za chwilę się uduszę 😉 Pomimo, że na co dzień doskonale wiem, co należałoby zrobić – uspokoić się, wrócić do koncentracji na oddechu brzusznym, zaakceptować dyskomfort i po prostu dalej uważnie biec – czułam się źle. Przestałam czerpać przyjemność z biegu. W takim stanie upłynął mi może jakiś kilometr.

Wówczas – jak lekarstwo na moje wewnętrzne cierpienie – pojawił się biegacz, który postanowił do mnie zagadać. Wyrwał mnie z matni umysłu, sprawił, że wróciłam całą sobą na górską ścieżkę. Zapytał – jak się czuję? Powiedziałam, że się duszę. Że katar całkowicie mnie blokuje i nie mogę oddychać. Biegacz (starszy ode mnie na oko o jakieś 10/15 lat) powiedział, że on oddycha brzuchem – że jemu to pomaga. Nie był typowym doradzaczem. Zadbał o to, żebym mogła wyrazić co mi przeszkadza, czego mi potrzeba. Potrzeba mi było tlenu. Dał sugestię „Dasz radę. Skup się na oddechu. Oddychaj brzuchem”. Jego sugestia była tym, co sama poradziłabym sobie, czy innej osobie. To było hasło płynące ode mnie. Moja porada, która wybrzmiała w ustach innego człowieka. Może brzmi to dla Ciebie jak banał, ale tego właśnie było mi wtedy trzeba. To hasło, słowo wsparcia – będzie dobrze, skup się na oddychaniu brzuchem – zadziałało. Miał dobrą intencję – popłynęła do mnie jego energia i obudziłam swoją… Pozostałe sześć kilometrów przebiegłam w pełni skoncentrowana i pomimo trudnych warunków ukończyłam bieg z ładnym czasem poniżej godziny (to bieg górski był!;)).

 

ODDECH

Po co opowiadam Ci to wszystko? Ponieważ wszyscy jesteśmy połączeni. Każdy z nas ma w sobie energię, której nie potrafimy do końca wyjaśnić, ale którą emitujemy. Inni ludzie ją odbierają, wymieniamy się energią. Przekazujemy ją sobie. Czasem wystarczy naprawdę niewiele, żeby dać innej osobie ogromne wsparcie. Wystarczyło, że drugi człowiek uwierzył, że dam radę. Że pokazał mi, że mój cel (ukończenie biegu) jest dla niego ważny – poświęcił mi może minutę UWAGI – biegnąc obok mnie. To było niezwykłe doświadczenie. Niezwykłe w swojej prostocie. I taki bywa też coaching. Jedna z moich Klientek powiedziała ostatnio, że odkąd mamy wspólne sesje poczuła jakby ktoś otworzył okno… Że zaczęła oddychać. A ja taka naprawdę nic wielkiego nie zrobiłam. Całą robotę wykonuje ona. Ja jestem, wierzę w nią i jej cele, towarzyszę, pytam, ale to ona oddycha głęboko. Podobnie jak ja podczas biegu górskiego w minioną sobotę.

 

fot. Unsplash, Benjamin Dev


You may also like