WIELKA KSIĘGA RADOŚCI


Wielka Księga Radości

„Wielka Księga Radości” to książka, w której możemy posłuchać kilku głosów – Jego Świątobliwości Dalajlamy, Arcybiskupa Desmonda Tutu oraz Douglasa Abramsa. Spisywanie inspirujących przekazów tych niesamowitych osób miało miejsce podczas tygodniowego spotkania Dalajlamy z Tutu w Dharamsali (emigracyjnej siedzibie Dalajlamy). Nie będę obiektywna… Uwielbiam Dalajlamę, zazdroszczę wszystkim, którzy mieli okazję być na jego wykładach.

Wcześniejsze publikacje, w których mogłam poznać jego spojrzenie na świat, na szczęście, na radzenie sobie z emocjami etc. były dla mnie ważnym punktem na mapie mojego życia. To są książki, do których człowiek wraca i które ogromnie wpływają na postrzeganie siebie, swojego sposobu myślenia i reagowania. Zachęcam do przeczytania zarówno książki „Sztuka szczęścia”, jak i „Sztuka szczęścia w trudnych czasach”.

 

Ale wróćmy do „Wielkiej Księgi Radości”.

Jest to pozycja dla każdego otwartego człowieka. Ponad religijnymi przekonaniami. Ponad różnicami. Ponad podziałami. Dalajlama pokazuje swoją bardzo ciepłą, wrażliwą i otwartą na drugiego człowieka naturę. Inspiracją są przestrzenie, w których Dalajlama i arcybiskup Tutu zgadzają się ze sobą – pomimo różnic wyznania, które tak naprawdę schodzą na dalszy plan. Inspiracją są także pewne różnice w ich sposobie postrzegania ludzkich emocji.. możliwości i wypływie na nie. Warto przeczytać.

 

Zastanawiałam się, jaką formę przybrać powinien ten tekst – żebym mogła przekazać Wam jak najwięcej wartości – która kryje się na kartach tej książki. Doszłam do wniosku, że zaproszę Was do świata mojego czytania… Kiedy czytam książkę (poza beletrystyką), która ma dla mnie również walor edukacyjny, rozwojowy etc. – zapisuję sobie na kartce numery stron, fragmenty, cytaty – do których później wracam. I po prostu podzielę się z Wami kilkoma z tych fragmentów (jest ich całe mnóstwo… ale nie będę przepisywać całej książki;)), które chciałabym zachować w umyśle i sercu na dłużej… część z nich – to po prostu przypomnienie prawd, które poznałam wcześniej, albo które sama na sobie przetestowałam. Powtórki treści, których wdrożenie w życiu – przynosi nam więcej radości – nigdy za wiele 😉

 

Zaczynajmy! 🙂

„Główne źródło szczęścia leży jednak w nas samych. Nie dają szczęścia ani pieniądze, ani władza, ani prestiż. Mam przyjaciół miliarderów, którzy są bardzo nieszczęśliwi. Władza i pieniądze nie są w stanie zapewnić spokoju ducha. Zewnętrzne sukcesy nie przynoszą prawdziwej wewnętrznej radości. Musimy zatem spojrzeć w głąb siebie. Niestety sami tworzymy mnóstwo przeszkód zakłócających radość i szczęście. Często to nasze negatywne nastawienie, tendencje do intensywnego reagowania czy nasza nieumiejętność doceniania i wykorzystywania zasobów, które posiadamy. Nie jesteśmy w stanie przeciwdziałać cierpieniu zrodzonemu na skutek katastrofy naturalnej, ale mamy władzę nad naszymi codziennymi kataklizmami.”

Czytając takie słowa – czuję, jak rosną mi skrzydła… Dalajlama byłby dobrym coachem ;)) 😀 To prawda – wciąż spotykam osoby, które nie doceniają siebie, swoich talentów, możliwości. Czasem zmiana perspektywy – docenienie punktu, w którym jesteśmy dzisiaj – to podstawa zmiany. NASTAWIENIE jest tak naprawdę najważniejsze w życiu. Od niego zależy czy trwale zbudujemy w swoim  życiu umiejętność doświadczania RADOŚCI.

 

„Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku. Udoskonalamy to, co zostało wynalezione w ubiegłym stuleciu i cały czas pod względem materialnym idziemy do przodu. Choć oczywiście wciąż mnóstwo ludzi żyje w biedzie i na skraju głodu, to generalnie nasz świat jest bardzo rozwinięty. Problemem jednak pozostaje to, że jest skoncentrowany tylko i wyłącznie na zewnętrznych materialistycznych wartościach. Podobnie ma się rzecz z ogólnoświatową edukacją. Niezbyt przejmujemy się tym, co jest wewnątrz. Ci, którzy dorastając, kształcą się w takim systemie, nastawieni na materialne wartości, tworzą materialistyczne społeczeństwo. Taka cywilizacja nie jest jednak w stanie poradzić sobie z ludzkimi bolączkami. Prawdziwy problem tkwi tutaj – powiedział Dalajlama, wskazując na głowę. Arcybiskup oparł dłoń na wysokości serca. –Tak, tutaj także – zgodził się z nim Dalajlama. – Umysł i serce. Wartości materialne nie zapewnią nam spokoju ducha. Dlatego tak ważne jest, aby skupić się na wnętrzu, na istocie człowieczeństwa. To jedyna droga prowadząca do osiągnięcia spokoju ducha.”

Ponownie zgadzam się z Dalajlamą w całej rozciągłości – nasz system edukacji za bardzo koncentruje się na zewnętrznych aspektach życia. Na materii. Całkowicie niemal bagatelizując nasze wnętrze. Brak jest w systemie kształcenia ogólnego – lekcji podczas których uczniowie mogliby uczyć się świadomie kształtować swoje przekonania, budować zdrowy, wytrzymały system emocjonalny. Na szczęście są książki… warto żeby nauczyciele podsyłali uczniom szkół średnich – książki, które wpłyną pozytywnie na ich samopoznanie i pracę z nastawieniem, z emocjami, z autoempatią, z motywacją wewnętrzną.


„Większość ludzi nigdy nie zwraca dostatecznej uwagi na jedyne źródło życiowego szczęścia, które tkwi w nas, a nie poza nami.”

No właśnie… to lekcja, której warto się uczyć każdego dnia. Przypominam sobie o tej prawdzie ciągle na nowo.

 

„Dalajlama odniósł się do buddyjskiego mistrza z ósmego stulecia Santidewy, który napisał: Jeśli istnieje jakieś remedium, po co trwać w stanie zasmucenia? Jeśli zaś nic nie da się zrobić, to przygnębienie w czym może mi pomóc?

Wow… prawda? To ogromna mądrość. Bardzo trudna (w moim przekonaniu;)), ale warto nad takim podejściem pracować. Zmagania z problemami zdrowotnymi były dla mnie treningiem takiego nastawienia. Na pewne rzeczy miałam, mam i będę mieć wpływ – i na nich się koncentruję. Kwestie poza moją strefą wpływów – po prostu staram się zaakceptować. Choć oczywiście różnie bywa i zdarza się, że wchodzę w schemat „martwienia się”. Ale przypominanie sobie tej prawdy – pomaga. Podobnie w kwestiach naszych relacji z innymi, ważnymi dla nas ludźmi, w kwestiach naszych działań zawodowych, tak naprawdę ta prawda odnosi się do każdej sfery naszego życia.

 

„Zastanawiałem się, jaki związek może mieć zdolność Dalajlamy do zmiany perspektywy z powiedzeniem: Ból jest nieunikniony, cierpienie jest wyborem. Czy rzeczywiście jest możliwe doświadczanie bólu – fizycznego lub psychicznego – bez cierpienia? Istnieje sutra, buddyjska księga, zwana sutrą strzały, w której rozróżnia się ODCZUWANIE BÓLU od CIERPIENIA, KTÓRE WYNIKA Z NASZEJ REAKCJI na ból. ‘Kiedy dosięga nas ból, nieoświecony, zwykły człowiek żali się, rozpacza i biadoli, bije się w piersi, jest wstrząśnięty. Czuje wtedy dwa rodzaje bólu: fizyczny i psychiczny. To jakby trafić człowieka jedną strzałą i zaraz potem kolejną, aby dwukrotnie go zabolało.’ Dalajlama najwyraźniej podpowiada nam, że poszerzając własną perspektywę, wypełniając się współczuciem, możemy uniknąć zmartwień i cierpień, które symbolizuje druga strzała.”

Lekcje, które większość z nas ma do przerobienia w swoim życiu. Ból, a cierpienie. Pozostawiam to do Waszej refleksji. Myślę, że naprawdę wiele zależy od naszej interpretacji rzeczywistości. Choć pewne sytuacje są bardzo trudne.

 

Na koniec zaproponuję Wam refleksję na temat NADZIEI… to mój konik 😉 Jeśli jeszcze nie zamówiłeś „Zdrowej Nadziei” mojego autorstwa – to możesz to zrobić TUTAJ

A okazuje się, że są ludzie, którzy postrzegają Nadzieję bardzo podobnie jak ja. Niech zatem przemówi arcybiskup Desmond Tutu:

„- Nadzieja- zaczął arcybiskup – jest czymś innym niż optymizm, który jest bardziej powierzchowny i szybko może się przeistoczyć w pesymizm, gdy tylko okoliczności ulegną zmianie. Nadzieja jest o wiele, wiele głębsza (…) Tym, co sprawiło, że ludzie ostatkiem sił szli dalej, była nadzieja, nie optymizm. Uparta, bezkresna nadzieja. Powtarzam od zawsze, że nie jestem optymistą, bo byłbym wtedy w pewnym sensie zależny od ulotnych odczuć, a nie rzeczywistości. (…) Nadzieja jest inna, bo nie opiera się na efemerycznych wrażeniach, ale wyrasta z twardego gruntu przekonań. Moja wiara, że nigdy nie dojdzie do sytuacji, która byłaby totalnie, absolutnie beznadziejna, jest niewzruszona. Nadzieja jest głęboka i bliska niezłomności. Płynie z głębi naszych trzewi. Wcale nie rodzi się w głowie.”

 

Z tym Was zostawiam. Z tym zostawiam siebie. Życzę Wam, żeby w Waszym życiu nigdy nie zabrakło RADOŚCI. I NADZIEI. Bo wszystko jest po coś. I zawsze możemy się z określonej sytuacji nauczyć czegoś o sobie i świecie. A później iść dalej – bogatsi o te doświadczenia. A jeśli Wam ciężko, źle i smutno – przytulam Was wirtualnie. Wysyłam dużo ciepła i wiary, że wszystko będzie dobrze. Jest dobrze. A jeśli nie jest – to jeszcze nie koniec. Może to nowy początek?

 

Fot. Aaron Burden, Unsplash


You may also like