Twoja siła polega na tym, że potrafisz się poddać…


wpis_cs_twoja sila

Być może słysząc słowa: „poddaj się” przychodzą Ci na myśl negatywne skojarzenia. Kto się poddaje? Ktoś słaby i bez woli walki? Ktoś, kto nie ma motywacji? Ktoś, kto nie potrafi wygrywać? Ktoś kim nie chciałbyś być?

Poddanie się pewnie nie kojarzy Ci się z siłą… A tak naprawdę, prawdziwe poddanie się – poddanie się NURTOWI ŻYCIA, poddanie się CHWILI to jest kwintesencja SIŁY wewnętrznej. ŚWIADOME poddanie się temu, co się wydarza. To jest moc. To jest ufność w Sens Istnienia, to jest punkt wyjścia do pełnego przeżywania teraźniejszości i czerpania z niej tego, co najpiękniejsze. „Ale o czym ona właściwie gada?” Śpieszę z tłumaczeniem 😉

Życie nie jest tym samym, co sytuacja życiowa. Życie to nasza najgłębsza natura, kwintesencja naszego Istnienia, to dar, to sens. Funkcjonując w świecie, w którym dominuje egotyczny umysł – wiele osób nie odróżnia swojego Życia od sytuacji życiowej. Człowiek, który nie używa umysłu, ale jest umysłem (oczywiście wcale nim nie jest, ale nie ma w zwyczaju żyć w Teraźniejszości, być zakorzeniony w chwili obecnej, nieustannie krąży myślami w przeszłość i przyszłość) sądzi, że to w jakiej znajduje się sytuacji życiowej świadczy o sensie jego istnienia.

Zakorzenienie w teraźniejszości pozwala poczuć, że to nieprawda. Świat zewnętrzny, świat którym rządzi system podporządkowany egotycznemu umysłowi – nastawiony jest na walkę. Jeżeli jesteś nieustannie w swoim umyśle, nie odkładasz go na półkę, nie wchodzisz w swoje ‘pudełko nicości’ (pisałam o tym TUTAJ http://coachingserca.pl/pudelko-nicosci-twoje-sposoby-na-to-zeby-doswiadczyc-rownowagi-i-spokoju-w-umysle/) to prawdopodobnie funkcjonujesz w trybie uciekaj albo walcz. W trybie STRESU, który towarzyszy Ci bardzo często. Być może nieustannie.

Doskonale wiem o czym mówię, ponieważ przez lata tak właśnie funkcjonowałam. Człowiek będący w takim umysłowym amoku nie cieszy się chwilą (albo rzadko..), nieustannie koncentruje swoją uwagę na tym, co musi, co może się nie udać, co się nie udało etc. No i walczy. Z tym, co w środku i na zewnątrz. Walczy o to, by bronić swojego ego. Walczy z innymi ludźmi (a raczej z ich ego). Walczy, bo jest niezadowolony z obecnej sytuacji. Dla umysłu takie uzasadnienie ma sens: walcz, bo chcesz żeby było Ci lepiej. Walcz, bo jesteś tego wart. Walcz, bo przecież na tym polega życie. Na walce. Na byciu lepszym lub gorszym. Na sukcesach albo porażkach. EGO. EGO. EGO. Ego burzy spokój Twój, innych ludzi, jest przyczyną walki, wojny, konfliktu, nietolerancji. Świadome wychodzenie z tej spirali myślowej, obserwowanie umysłu, widzenie co się w Tobie dzieje, akceptowanie tego, co w Tobie – z czasem prowadzi do poddania. Nie chcesz dłużej walczyć. Chcesz po prostu BYĆ, ŻYĆ, być w przepływie z innymi, bez konieczności porównywania, walki, rywalizacji. Myślisz, że postrzeganie świata, jako pola walki jest dobre dla Ciebie, zdrowe, korzystne, wspierające? Jeśli tak – to Twój wybór. Jeśli nie – masz możliwość PODDANIA.

„Poddanie jest procesem czysto wewnętrznym. Nie oznacza ono wcale, że nie możesz zarazem na zewnątrz przedsięwziąć czegoś, aby zmienić sytuację. Gdy się poddajesz, właściwie nie musisz akceptować jej całej, lecz tylko niewielki wycinek sytuacji, zwany Teraźniejszością. Gdybyś na przykład ugrzązł w błocie, nie powiedziałbyś sobie: ‘Dobra, kapituluję: ugrzęzłem i już’. Kapitulacja to nie to samo, co poddanie. Nie musisz akceptować niepożądanej czy niemiłej sytuacji życiowej. Nie musisz też wmawiać sobie, że ugrzęznąć w błocie to właściwie nic złego. Wręcz przeciwnie. Stawiasz sprawę jasno: chcesz się wydobyć z błota. Skupiasz się wyłącznie na obecnej chwili, nie opatrujące jej w myślach żadną etykietką. Znaczy to, że nie osądzasz Teraźniejszości. Skoro tak, nie opierasz też się ani nie doznajesz negatywnych emocji. Godzisz się z ‘jestestwem’ danej chwili. Dopiero potem zaczynasz działać i robisz wszystko, co w twojej mocy, żeby wydobyć się z błota. Jest to działanie pozytywne – dużo skuteczniejsze od działania negatywnego, powodowanego gniewem, rozpaczą lub rozgoryczeniem. Dopóki nie osiągniesz zamierzonego rezultatu, nadal poddajesz się Teraźniejszości, w żaden sposób jej nie klasyfikując.” E. Tolle

Podobnie jak zauważa Tolle – tak i ja dostrzegłam w swoim życiu, że faktycznie opór rodzi frustrację i smutek, opór rodzi negatywizm. Natomiast poddanie temu, co się dzieje w życiu – rodzi spokój, akceptację i CHĘĆ DO DZIAŁANIA.

Konstruktywnego, w zgodzie z tym, co mnie spotyka. Przykład? Walka z chorobą. Tak długo jak walczyłam – w umyśle, powtarzając sobie każdego dnia, że walczę, że albo ja albo borelioza etc. czułam się zestresowana, czułam się podłamana. W momencie, gdy dotarłam do potęgi teraźniejszości, gdy skupiałam się tylko na chwili obecnej, biorąc ją z całym dobrodziejstwem inwentarza – mogłam zacząć wychodzić z błota! Uznanie, że jest tak, jak ma być, że mogę cieszyć się chwilą, której doświadczam, mimo, że mój organizm walczy z chorobą, mimo, że nie czuję się jeszcze dobrze fizycznie – sprawiło, że zaczęłam czuć się coraz lepiej. A w dni, gdy tak nie było – uznawałam, że w porządku – tak wygląda dzisiejsza sytuacja, ale ona nie definiuje mojego sensu lub bezsensu życia. Działam dalej. Życie jest Piękne <3

 

„Jeśli sytuacja życiowa nie zadowala cię lub wydaje się wręcz nie do zniesienia, bezwiedny nawyk stawiania oporu, który ją utrwala, zdołasz przełamać jedynie pod warunkiem, że najpierw się poddasz. Poddanie doskonale idzie w parze z działaniem, zmienianiem i dążeniem, lecz kiedy się poddasz, każdy twój ruch nabiera całkiem nowej energii, nowej jakości.” E. Tolle

 

Fot. Yoann Boyer, Unsplash


You may also like

23 komentarze

  1. I pięknie napisane 🙂 Poddanie się jest bardzo ważnym aspektem naszego wewnętrznego życia. Akceptacja, przyjęcie, miłość do samego siebie jest nam po prostu potrzebna. Dopóki się nie poddamy mamy czasem związane ręce, czujemy się źle, niespełnieni i czegoś nam w tej walce brakuje. Może spokoju? Mam wrażenie, że walka nakręca też nasze lęki, że się nie uda, a co będzie jak się nie uda itp. A z poddaniem godzimy się na wszystko i odpuszczamy sobie. Zaufanie też pomaga żyć, przynajmniej mi. Chociaż miewam chwile zwątpienia 😉

    1. Beata bardzo Ci dziękuję za ten komentarz 🙂 Zgadzam się z tym, że tak jak napisałaś walka jest wodą na młyn dla naszych lęków. A przecież nie chcemy się bać. Dużo lepiej jest pogodzić się z tym, co jest i po prostu zaufać, że skoro tak jest to znaczy, że tak ma być. Oczywiście też miewam chwile zwątpienia, jesteśmy ludźmi – nie robotami 🙂 Buziaki ślę! <3

  2. Oj jak ja sie z tym zgadzam. Czysta esencja tego co myślę 🙂 Bez akceptacji tego co nas spotyka nie można pójść do przodu, a życie staje sie koszmarem i walka z wiatrakami…nie chodzi o rezygnacje, ale o to by moc ruszyć z miejsca i działać. Świetny wpis! 🙂

  3. Mysle, ze do akceptacji rzeczywistości trzeba „dorosnac”. Z jednej strony poddajac sue bez walki, a z drugiej przyjmujac odpowiedzialność za swoje emocje i nastawienie do niej.

  4. Mysle, ze do akceptacji rzeczywistości trzeba „dorosnac”. Z jednej strony poddajac sie bez walki, a z drugiej przyjmujac odpowiedzialność za swoje emocje i nastawienie do niej.

  5. Czuję z Tobą pokrewieństwo dusz, szczególnie w holistycznym podejściu do człowieka. Ujęłaś mnie swoją osoba i coachingiem biegowym:) Będę zaglądać:)

  6. Super
    Czytałem „po łebkach” i…
    widzę duże podobieństwa z informacjami przekazywanymi przez Eckharta Tolle 🙂
    pozdrawiam

    1. Piotrek dziękuję 🙂 Zgadza się, Eckhart Tolle jest w tekście nawet cytowany 😀 <3

      Bardzo go cenię, ale co ciekawe jego "Potęgę Teraźniejszości" przeczytałam dopiero niedawno, a filozofię niejako wdrożyłam do swojego życia wiele miesięcy wcześniej. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, jak tak naprawdę wszyscy jesteśmy połączeni na takim meta poziomie 🙂

      Również Cię ciepło pozdrawiam! 🙂

  7. Podpisuję się pod każdym słowem. Akceptacja pozwala ruszyć. Dopiero, gdy zaakceptujemy stan obecny, jesteśmy w stanie coś z nim zrobić. Ja też przerobiłam tę lekcję i dziś nadziwić się nie mogę, jaki ogrom energii zużywałam na przeciwstawianie się faktom, myśląc o przyszłości – chciałam już teraz być zdrowa, niezależna, skrupulatna, jakaś. A raczej chciałam nie być niezdrowa, nie być zależna, nie być nieobowiązkowa. I dlatego nie potrafiłam pokochać teraźniejszości. A akceptacja faktycznie nie jest zgodą na kontynuację stanu rzeczy – jest akceptacją teraźniejszości. I o wiele łatwiej zmienić coś, jeśli pogodzimy się z punktem wyjścia. <3
    Piękny wpis. Bardzo w moich tematach. 🙂 Będę polecać.

    1. Aneta dziękuję Ci za ten komentarz 🙂 Cieszę się, że będziesz polecać 😀 Powolutku rozwijam swojego bloga, więc jak najbardziej nowi Czytelnicy są mile widziani! <3

      Tak jak mówisz - akceptacja tego, co jest, jak jest - to świetny punkt wyjścia do tego, żeby zacząć aktywnie zmieniać rzeczywistość. Ale bez tej akceptacji - zmiana jest praktycznie niemożliwa. Albo w moim odczuciu nieekologiczna, na siłę, niekorzystna.

      Mam nadzieję, że kolejne wpisy również trafią do Twojego Serca 🙂 <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *