SMUTEK I LEKCJA AKCEPTACJI


smutek i lekcja akceptacji

Dzisiejszy wpis nie jest planowany, będzie wpisem mówiącym nie-wprost o tym, co mnie dzisiaj spotkało. Nie chcę dzielić się tym, co dokładnie się dzieje. Dam sobie radę i nie jest to tragedia. Ale to coś trudnego dla mnie. Czy piszę, żeby przekazać jakąś naukę? Nie. Kogoś zainspirować? Nie. Czy piszę, żeby dać upust trudnym myślom i emocjom? Chyba tak.

Pisanie terapeutyczne? Introspekcja? Może. Nie ważne jak to nazwę. Ważne, że zajmę czymś palce. Głowę. Serce.

Raczej nie upubliczniam takich wpisów, ale tym razem – co mi tam. Chcę, żeby ludzie, z którymi pracuję, osoby, które są w mojej społeczności – wiedziały, że nie jestem pozytywnie myślącym robotem. Jestem sobą. Mam lepsze i gorsze chwile, jak większość z nas. Mocne strony i słabości. Dzisiaj jest gorszy moment. Trudny dla mnie. To nie znaczy, że świat jest dziś gorszy. To nie znaczy, że mniej kocham życie. Znaczy tylko, że to, o czym się dzisiaj dowiedziałam – wpłynęło na mnie, trochę zabolało. Ale nie utopiło mnie. To już coś. Uważność się jednak przydaje. Wiem, co dzieje się w mojej głowie, czuję emocje, które przepływają przez moje ciało. I pozwoliłam sobie na wypłynięcie części tych trudnych emocji. W postaci łez. Przynoszących ulgę.

Siedzę w bardzo kameralnej kawiarni na poznańskiej Śródce. Cafe La Ruina. Przyszłam tu, żeby nie smęcić się po mieście, nie pracować, nie siedzieć w domu, nie biegać, nie rozmawiać. Żeby po prostu być przez chwilę sama z tym, czego doświadczam. Mimo, że to nie jest przyjemne. Tak czy inaczej danie sobie tego czasu – to luksus w czasach pełnych zgiełku i pośpiechu.  Ale to moje doświadczenie i chcę świadomie je przeżywać. Trzeba dać przestrzeń emocjom, dać im się wyrazić, żeby mogły spokojnie odpłynąć. Jest ostatni dzień października. Jutro 1.11. Nie myślę jednak o jutrzejszym dniu. Myślę o sobie. Egoistycznie? Myślę o tym, jakie wyzwanie stoi przede mną. Jesień bywa trudna dla mnie w ostatnich latach. Ale później zawsze wychodzi słońce i dzieją się rzeczy coraz piękniejsze. Tym razem będzie podobnie. Ważne, żeby uczyć się cierpliwości i akceptacji.

Co czuję? Chyba lekkie rozczarowanie. Tym, że przypisałam sobie zbyt dużą kontrolę i zdawało mi się, że pole mojej sprawczości jest większe, niż okazało się w rzeczywistości.

Co jeszcze? Smutek. Lęk o przyszłość. Z drugiej strony czuję jakiś taki stan zatrzymania pod powierzchnią emocji. Może smakuje trochę spokojem? Czyżbym uczyła się akceptować to, co jest? Bez względu na to, jak bardzo niespójne z moimi oczekiwaniami by to było? Czy warto w ogóle mieć oczekiwania? Zmagania z chorobą nauczyły mnie, że oczekiwania nie są zbyt dobrą inwestycją. Nadzieja, wiara i miłość – owszem. Dzisiaj świat chyba chciał mi o tym przypomnieć. Po raz kolejny.

Trzymajcie się ciepło.

Wszystko będzie dobrze. Jest dobrze. Oddycham spokojem <3

 

fot. Unsplash, Ihor Malytskyi


You may also like

3 komentarze

  1. Kochana, czytam i czytam… i masz racje, jak zwykle. Nikt z nas nie jest robotem, tak sie nie da, czy chcemy czy nie przezywamy te przyjemne i te mniej przyjemne chwile, tak to jakos musi byc. Na szczescie wszystko przetrwamy, a te negatywne emocje to pewnie wszystkich probuja trafic po kolei poprzez te szarosci i zimnosci pogodowe, ale nie dajemy sie! Przesylam troche słońca w Twoja strone, buziaki!

  2. Bardzo emocjonalny, dojrzały wpis. Akurat mi bliski, bo też jakieś trzy tygodnie temu doświadczyłam zdarzenia, które zburzyło mój spokój. Ochłonęłam, wyciągam wnioski i wiem, że zmierzenie się z tym wyzwaniem to lekcja dla mnie. Koniec października to też dla mnie trudny czas, bo cztery lata temu w tym właśnie czasie odszedł mój tato. A Tobie życzę, aby, to czego doświadczasz umocniło Cię jeszcze bardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *