PODRÓŻE PO ŚWIECIE – PODRÓŻE DO SIEBIE?


PODRÓŻE PO ŚWIECIE - PODRÓŻE DO SIEBIE?

PODRÓŻE MAŁE I DUŻE

Końcówkę marca spędziliśmy z mężem w Hiszpanii. Do domu wróciliśmy na chwilę przed Wielkanocą, w czwartek. Odwiedziliśmy Walencję i Barcelonę. Ale nie o tym będzie ten wpis. To znaczy nie tylko o tym…

Odkąd pamiętam podróże zajmowały bardzo szczególne miejsce w moim sercu. Zarówno te bliższe po okolicznych lasach, nad jezioro – jak i te dalsze w góry na szlak, nad morze, czy wreszcie te poza granice kraju. Miałam to szczęście, że rodzice zabierali mnie i dwoje mojego rodzeństwa na częste wojaże. W tym roku podczas rodzinnie spędzanej Wielkanocy oglądaliśmy stare kasety z nagraniami z naszego (jednego z pierwszych) wyjazdu za granicę – do Chorwacji… było to bagatela… 18 lat temu! Mój młodszy brat miał wtedy 8 lat, ja 11, a siostra niecałe 14 lat. Możecie się domyślić jaką radochę sprawiły nam te stare nagrania.

Podróże były różne, zmieniałam się ja, zmieniały się moje marzenia podróżnicze, miejsca które odwiedzałam. Najdłuższa z moich podróży to studencki Erasmus w Irlandii Północnej, kiedy faktycznie przez dłuższy czas miałam okazję żyć w zupełnie innym miejscu, doświadczać rzeczywistości różnej od mojego codziennego świata.

 

PODRÓŻOWAĆ ZNACZY ŻYĆ

Piękny poranek. Niedziela palmowa. Słychać dzwony. Wokół mnóstwo ludzi maszerujących z dziećmi do kościoła, trzymają ogromne palmowe liście i zmierzają w kierunku świątyni. Jest gwar, wesołość, w powietrzu unosi się zapach wiosny, czuć lekkość. Spacerujemy z mężem w kierunku maleńkiej piekarni, która serwuje też świeżą kawę – wypatrzyliśmy ją sobie poprzedniego wieczora kiedy przyjechaliśmy do Walencji. Zgodnie z moimi podejrzeniami – to lokalne miejsce ma zdecydowanie większe obłożenie aniżeli mieszczący się po drugiej stronie ulicy Sturbucks. Decyduję się zamówić „cafe con leche” czyli kawę z mlekiem i magdalenkę, czyli małą muffinkę. Mój Janek bierze dokładnie to samo i sadowimy się przy ostatnim wolnym stoliku na dworze. Stoliki stoją na ulicy, która jest zamknięta na ruch samochodowy. Tuż obok naszego stoliczka przechadzają się mieszkańcy Walencji, rzadziej jacyś turyści. Piekarnia mieści się tuż przy kościele – mamy dobry punkt obserwacyjny. Siedzimy tak sobie razem, śmiejemy się, rozmawiamy, jesteśmy podekscytowani jednymi z pierwszych chwil w hiszpańskim mieście – i wiem, że zapamiętam ten poranek do końca życia. Niczym pocztówkę, która wpisuje się nie tylko w zakamarki pamięci, ale też wchodzi głęboko w serce… Bo podróżować znaczy żyć.

 

ŻYCIE TO PODRÓŻ

Mam w swoim sercu, w swojej głowie całe mnóstwo takich pocztówek. Zbieram je i kolekcjonuję pieczołowicie w zakamarkach pamięci. Dziś wiem też, że magia podróżowania tkwi między innymi w tym – że JESTEŚMY UWAŻNI na wszystko, co nas podczas takich wypraw spotyka… podróż to dla mnie kolejna (obok biegania) metafora życia… kwintesencja mindfulness. Podczas wycieczki – nieważne czy do Hiszpanii, Chorwacji, Australii, czy nad pobliskie jezioro – skupiamy się na ZMYSŁACH, chłoniemy świat dookoła nas bardziej uważnie. Doświadczamy go całym sobą.

Dziś wiem doskonale, że podróżowanie to nie jest jedyny możliwy przepis na życie w ten sposób. Możemy to robić praktykując codzienne rytuały, wprowadzając do naszego życia trochę kreatywności (np. zmieniając naszą codzienną trasę do pracy, czy na biegowej ścieżce; oglądając zupełnie inny gatunek filmowy niż zwykliśmy, odwiedzając znajomych, z którymi wcześniej spotykaliśmy się tylko na mieście, przygotowując nową potrawę, której nazwa nic nam nie mówiła etc.).

Podróżowanie otwiera także nasze serca i umysły na nowe sposoby postrzegania świata… zaczynamy widzieć, że ludzie w innym miejscu zachowują się czasem inaczej w różnych sytuacjach. Nagle to, że kierowca autobusu, który miał nas zawieść z lotniska do centrum Walencji, spóźnia się 20 minut, a później przez kolejne 10 walczy z uszkodzonym zamkiem – przestaje być aż tak ważne i problemowe. Świeci słońce, można się uśmiechnąć i stwierdzić ‘manana’ 😉 Podróżowanie uczy dystansu do siebie i świata. Poszerza nasz sposób patrzenia na różne rzeczy – albo uczy nas tego, że ZAWSZE możemy zmienić perspektywę… przejść kilka kroków w drugą stronę – żeby dostrzec przepiękny widok, który wcześniej chował się za ogromnym biurowcem.

Nasze życie jest nieustanną podróżą. Do siebie. Życzę każdemu z nas – żebyśmy jak najczęściej potrafili dostrzegać te piękne miejsca na zewnątrz i w swoim sercu. Ale pamiętajmy – żeby tak było… trzeba znaleźć przestrzeń na „chwilę zatrzymania przy kawie”, „uważny spacer po mieście”, „zachwyt słonecznym porankiem”, „wdzięczność za bliskość drugiej osoby”. Możemy się tym cieszyć w podróży i na co dzień. To nasz wybór.

 

A teraz zapraszam Was na krótki „spacer” po Walencji i Barcelonie 🙂

 

 

Na koniec przyznam się Wam, że podczas naszej podróży do Hiszpanii pojawiło się coś na kształt… nowego marzenia podróżniczego… Kto wie – może coś z tego wyniknie… Zobaczymy – będę Was informować na bieżąco! 🙂

 

Autorami zdjęć jesteśmy ja i Janek 😉

 

A jeśli macie ochotę wybrać się w podróż do siebie – być może warsztat „MAPA MARZEŃ” będzie Waszym pierwszym krokiem – zerknijcie TUTAJ: http://coachingserca.pl/mapa-marzen/

 

Fot. główne Unsplash


You may also like