GÓRY, GÓRY, GÓRY w połączeniu z DETOKSEM technologicznym


Relaks i odpoczynek są ważne..

Trzy dni, dwie noce – niby niewiele, a potrafi dużo zmienić. Pozwala odpocząć jeżeli człowiek świadomie zadba o warunki, które takiemu odpoczynkowi sprzyjają. A mogą być to zupełnie różne warunki dla różnych ludzi, w różnych życiowych sytuacjach i z różnymi życiowymi wyzwaniami.

Dla mnie synonimem odpoczynku i luksusu – okazuje się możliwość całkowitego odcięcia się od rzeczywistości wirtualnej, która tak naprawdę wirtualna do końca nie jest 😉 Bo blog, social media i inne technologie to miejsce i narzędzia mojej pracy. To dla mnie nie tylko przestrzeń, w której tworzę fp na FB, profil na Instagramie, informuję Was o nowych tekstach na blogu, buduję grupę Słucham Serca – uważne życie z pasją, czy po prostu z Wami rozmawiam, ale to także przestrzeń, w której Wy poznajecie mnie i moją markę. To przestrzeń, w której spotykam się z Wami na webinarach. To przestrzeń, w której tworzę i prowadzę szkolenia online i programy rozwojowe (i spotykam się z uczestnikami w różnych formach np. na tajnych grupach). To miejsce, w którym sprzedaję moją książkę „Zdrowa Nadzieja”. To miejsce, w którym poznaję Moje przyszłe Klientki coachingowe, z którymi później spotykam się albo na żywo, albo poprzez kolejne technologiczne możliwości takiej jak Skype czy Zoom. To miejsce, w którym prowadzę setki rozmów z inspirującymi osobami i sama znajduję kolejne wartościowe dla siebie warsztaty czy szkolenia – bo nie tylko jestem twórcą, ale także czytelniczką, uczestniczką, konsumentką.

Zatem świat, w którym spotykam się z Wami za pośrednictwem technologii, przy wykorzystaniu Internetu – to świat, który mnie fascynuje i który uwielbiam. Który pozwala rozwijać się nam w różnych obszarach, który umożliwia mi wykonywanie pracy marzeń w charakterze inspiratora, coacha, rozwojowca freelancera. Ale są momenty kiedy z tego świata potrzebuję uciec. Odpocząć. Zamknąć go na cztery spusty. Dlaczego? Ponieważ uważam, że potrzebujemy RÓWNOWAGI. Pomiędzy działaniem i niedziałaniem. Pomiędzy zewnętrzem i wnętrzem. Pomiędzy tym, co daje nam technologia (dla mnie magiczne jest to, że mogę pracować z ludźmi, którzy są daleko ciałem, a dzięki technologii blisko duchem; że możemy dzielić się naszą kreatywnością – słowem pisanym, nagranym etc.), a tym co daje nam natura (harmonia, spokój, ukojenie, piękno, zdrowie).

Zatem – kiedy czuję, że wieczorne bieganie, medytacja albo chwila z książką – to za mało i potrzeba dłuższej przerwy od technologii – najlepszą opcją okazuje się wyjazd pod znakiem…

 

DETOKSU TECHNOLOGICZNEGO!

Taki eksperyment zrobiliśmy z moim mężem już kolejny raz – i wiem, że to genialna sprawa. Przetestowałam, że jeśli damy sobie CAŁKOWITY reset na kilka dni  – czyli nie będziemy korzystać z sieci nawet na 5 minutek, żeby komuś odpisać/coś sprawdzić/wstawić zdjęcie/przeczytać maila etc. to naprawdę ODPOCZYWAMY. Internet jest wspaniały, ale zalewa nas całą masą informacji, których nie jesteśmy w stanie odpowiednio obrobić. Musimy nauczyć się ODŁĄCZAĆ.

Taki detoks sprzyja nie tylko zwiększonej UWAŻNOŚCI na to, co dzieje się wokół – ale także na nasze wewnętrzne stany. Ten detoks był dla mnie bardzo wartościowy, inny niż poprzednie. Myślę, że dużą rolę odegrał fakt, że zrobiłam go na świeżo po ukończeniu kursu mindfulness MBSR (na ten temat wkrótce ukaże się oddzielny post blogowy; kurs bardzo poszerzył moją codzienną praktykę medytacji).

Co ciekawe – wcale nie kusiło mnie, żeby „się zalogować”, a Internet po powrocie włączyłam tylko dlatego, że miałam kilka zawodowych spraw do ogarnięcia. Po detoksie – wracamy na dobre tory, nie spędzamy „bezmyślnie tylko minutki” na FB skrolując tablicę. W naszej obecności w sieci jest więcej intencjonalności, a mniej przypadkowości. Polecam.

 

Zatem GÓRY

Pojechaliśmy do Kudowy Zdroju, a stamtąd mieliśmy bazę wypadową w trzy różne pasma górskie. Pierwszego dnia (wyjeżdżaliśmy z Poznania około 5 rano) weszliśmy na szlak około 11 i przeszliśmy się na Szczeliniec Wielki, a później na Błędne Skały (przez Czechy). Góry Stołowe mają swój klimat, są śliczne (ale niziutkie;)). Kiedy wspominam tę wycieczkę mam przed oczami żółte liście brzózek w pełnym słońcu, magiczne chwile przed schroniskiem na Szczelińcu – kiedy siedzieliśmy przy herbacie z cytryną i imbirem i było nam ciepło – miałam wrażenie, że mamy wiosnę! Wspominam też początkowy ból łydek, które były lekko rozmemłane ostatnio (na tym wyjeździe postanowiliśmy, że chcemy biegać znowu nieco dłuższe dystanse, bo ostatnio jakoś tylko piąteczki wchodziły;)). Wspominam nasze rozmowy, nasz śmiech, nasze żarty i chwile całkowitego milczenia. Ciszy lasu, takiej ciszy, która karmi. Która wzmacnia. Która po prostu cieszy.

Następnego dnia mając niedosyt wysokości – podjechaliśmy do Międzygórza i zdobyliśmy Śnieżnik (to nie był nasz pierwszy raz na tym pięknym szczycie). Piękne było podczas tej wycieczki wszystko. Las, słońce, wiatr. Medytacja z drzewami i z górą… Szliśmy przez całą drogę od dołu do szczytu Śnieżnika – zupełnie sami. Kiedy dotarliśmy na górę przestało wiać i wyszło więcej słońca. Spędziliśmy jeden z najbardziej uroczych momentów w schronisku rozkoszując się schroniskowym klimatem, kawą, pierogami ruskimi i żurkiem na spółę ;D (swoją drogą uwielbiam brać jedzenie „na spółę” i dzielić się nim z mężem po połowie – bo wiem, że cała porcja to za dużo – on już tak średnio to uwielbia ;p). Później było nam trochę zimno i postanowiliśmy, że zbiegniemy zamiast schodzić. Jako, że chodzimy oboje po górach w biegowych adidasach – nie było problemu. Biegło się bardzo dobrze, lekko i jakoś tak hm… chyba spodobało nam się to, że sami postawiliśmy przed sobą dodatkowe wyzwanie – i wspólnie je zrealizowaliśmy (swoją drogą to okazało się pretekstem, żeby zacząć myśleć już po powrocie nad jakimś większym wspólnym, sportowo – rozwojowym celem.. przypomnieliśmy sobie jak wspaniałe było pół roku przygotowań do pół maratonu w Poznaniu kilka lat temu i kto wie co teraz wymyślimy ;)).

Ostatni dzień był dniem powrotu dlatego wstaliśmy dość wcześnie, żeby szybko wyruszyć na szlak. Tym razem zdobyliśmy Wielką Sowę. Charakter tej wycieczki był inny niż poprzednich. Trasa raczej spacerowa, niż wyczynowa 😉 Ale niezwykły las, z którego zapamiętam głównie zapachy… pachniało świerkiem, ale i grzybami. Pachniało wolnością. Na szczycie Wielkiej Sowy stoi wieża widokowe, z której było widać nawet bardzo odległe pasma górskie… Po zejściu z wieży usiedliśmy na drewnianej ławce, żeby zjeść przygotowane przeze mnie rano kanapki (smak kanapek w górach dostaje +100 do smaku nawet jeśli są tylko z masłem i jakimś średnim serkiem;)) i napić się herbaty z termosu (z cytryną, imbirem i ksylitolem), a także przegryźć po kostce gorzkiej czekolady z dodatkiem kawałków pomarańczy. Dlaczego piszę o takich „drobiazgach”? Bo właśnie te drobiazgi – kiedy koncentrujemy na nich maksimum uwagi – stają się kwintesencją chwili, stają się czymś pysznym, wartym docenienia. Najpyszniejsza była jednak obecność ukochanej osoby. Obecność lasu, natury. I własna obecność. W spokoju, zaufaniu i zrozumieniu dla siebie samej.

Po powrocie do pracy i do obecności technologii w życiu – takie CHWILE JAK TE.. też są możliwe i warto je doceniać. Czego życzę zarówno Wam, jak i sobie 🙂

 

Fot. Magdalena Palmowska

 

Chcesz być na bieżąco i czerpać wiedzę i inspirację z tego miejsca?

Zapisz się na bezpłatne LISTY OD SERCA i odbierz w prezencie FRAGMENT książki „Zdrowa Nadzieja” TUTAJ

Dołącz do niezwykłej, pełnej wsparcia i INSPIRACJI grupy na FB – TUTAJ oraz na fp – TUTAJ

♥ ♥ ♥

Słyszałeś o dającej NADZIEJĘ na przejście przez KRYZYS książce? O książce, która pomaga uporać się z ograniczającymi przekonaniami, dodaje odwagi do życia NA WŁASNYCH ZASADACH, wskazuje sposoby na codzienną UWAŻNOŚĆ i uczy jak cieszyć się z małych rzeczy? Jestem autorką tej książki, a jej tytuł to „Zdrowa Nadzieja” 🙂 Mój proces dochodzenia do zdrowia był przełomem w życiu i sposobie patrzenia na świat. Zrozumiałam, że bez względu na okoliczności SZCZĘŚCIE jest decyzją. Chcesz się dowiedzieć więcej? Zajrzyj TUTAJ

♥ ♥ ♥


You may also like