Dlaczego warto się pocić – korzyści z biegania


Dlaczego warto się pocić - korzyści z biegania

Jeżeli uprawiasz regularnie jakikolwiek sport to wiele z poniższych doświadczeń będzie Ci pewnie dobrze znanych. Ale są też takie, które dane jest przeżywać tylko biegaczom.

Jeżeli jeszcze nie uprawiasz sportu z częstotliwością co najmniej 3,4 razy w tygodniu to wszystko przed Tobą – spróbuj przez miesiąc, znajdź dla siebie jakąś aktywność, która wydaje Ci się atrakcyjna i trzymaj się planu. Aby wdrożyć w swoje życie nowy nawyk trzeba około miesiąca – to dużo i zarazem niewiele – można w miesiąc nauczyć się, że dana aktywność to nie przypadkowa atrakcja (albo krew, pot i łzy ;p), ale coś znacznie więcej. Później jest już górki 🙂 A poniżej coś na zachętę – czyli co bieganie może Wam dać!!!

 

Endorfiny

Któż z nas nie lubi tego głębokiego poczucia szczęścia i spełnienia, kiedy jego ciało zalewa fala endorfin? Pomieszanie ekscytacji z głębokim doświadczeniem, że jesteśmy tu i teraz i że jest to najlepsze miejsce i czas, żeby po prostu być i doświadczać. Znacie to? Endorfiny działają na nas zbawiennie i przyczyniają się do odczuwania przyjemności, wprawiają nas w dobry nastrój. Ale uwaga! Hormony szczęścia działają jak narkotyk, który uzależnia… Chcesz więcej i więcej – dlatego jeżeli zaczniesz biegać i po jakimś czasie zaprzestaniesz treningów – możesz poczuć się gorzej. Możesz doświadczyć spadku nastroju. Sama przeżyłam ten stan, kiedy obezwładniona wirusem zmuszona byłam przez kilka dni nie wychodzić z łóżka. Każdego dnia budziłam się z nadzieją, że pójdę w końcu pobiegać, czułam się jak dziecko, któremu odebrano ulubioną zabawkę.

Endorfin dostarczyć może nie tylko bieganie (czy inna aktywność fizyczna – przy dość dużym wysiłku potrzeba około 30 minut, żeby endorfiny zaczęły się wydzielać), ale także np. śmiech, opalanie, orgazm, czy czekolada. Z tym, że przedawkowanie czekolady czy opalania może mieć opłakane skutki, a przedawkowanie pozostałych aktywności? 😉

 

Wiara w siebie

Biegając zaczynamy przekraczać własne ograniczenia. Jak mawiają psycholodzy, czy inni specjaliści od motywacji: „wyjdź ze swojej strefy komfortu”. Zapytasz – ale po co mi to? Odpowiadam – warto! Poczujesz się mocniejszy, silniejszy, szczęśliwszy. To oczywiście tylko moje subiektywne doświadczenia, ale a nuż i Tobie zdarzy się coś podobnego? Początek treningów może być trudny, ale jest kluczowy. Jeżeli się nie poddasz i pomimo zmęczenia, niechęci, czy braku czasu zdobędziesz się na kolejne wyjście na trening – nie pożałujesz.

Bieganie wchodząc w krew, stając się integralną częścią codziennego życia, obdarowuje każdego biegacza poczuciem sprawczości i wiary we własne możliwości. I wcale nie chodzi o to, żeby od razu stać się drugim Ato Boldonem. Wystarczy, że będziesz dawać z siebie tyle, ile potrafisz. Liczy się Twój trening, Twój wynik, Twoje motywacje. Realizując swój cel (jakikolwiek by on nie był) możesz poczuć się szczęśliwy, że Ci się udało.

W moim przypadku bieganie wpłynęło na poczucie własnej wartości bardzo pozytywnie, uświadomiło mi, że potrafię regularnie trenować (nawet przy niesprzyjających warunkach zewnętrznych – jak np. śniegi/deszcze/wiatry, zmęczenie, PMS-y i inne tego typu atrakcje, które nie powinny nigdy stawać na naszej drodze do osiągania poczucia spełnienia).

Ponadto czuję się wartościowym człowiekiem, ponieważ wiem, że szanuję samą siebie, a to jest podstawą w szczęśliwym życiu. Szanuję swoje życie, swój czas i swoje priorytety. Jeżeli ktoś twierdzi, że nie ma czasu na regularne treningi – to ma rację – nie ma tego czasu, ponieważ w jego hierarchii wartości sport zajmuje niską pozycję. Ja to szanuję. Ale w moim przypadku jest inaczej. I każdy powinien wiedzieć, co jest dobre i wartościowe dla niego. Dlatego jeżeli czujesz, że żyjesz niezgodnie z własnymi potrzebami – zmień to. Nie pozwól, żeby społeczne oczekiwania/brak świadomości własnych pragnień/chęć udowodnienia czegoś komuś sprawiły, że Twoje życie przestanie być Twoje. Znajdź czas dla siebie i jeśli kochasz bieganie – nie pozwól, żeby gnająca naprzód codzienność Ci to odebrała.

 

Miłość własna

Bieganie dało mi również świadomość tego, że jestem swoim najlepszym przyjacielem, na dobre i na złe. Nie jest to tylko zasługa biegania, ale też kilku innych spraw (ale o tym w innych wpisach). Na treningu (nawet jeżeli biegamy ze znajomymi) każdy jest sam na sam ze swoimi słabościami, każdy biegacz wie, że musi sam się sobą zaopiekować i wsłuchać w potrzeby swojego ciała. Żeby biegać dalej/szybciej/dłużej/częściej trzeba małymi krokami starać się realizować swoje plany. Należy jednak umieć wyważyć pomiędzy tym, o czym marzymy, co chcemy zrealizować, a tym jakie na danym etapie mamy możliwości. Szanując siebie i swoje możliwości jestem dumna z każdego wyniku, jaki osiągam podczas amatorskich zawodów.

Dla mnie bieganie to przede wszystkim rekreacja, zabawa, ale też klucz do sięgania po coraz lepszą wersję samego siebie. Przy totalnej akceptacji siebie tu i teraz. Kiedyś tego nie potrafiłam. Dzisiaj wiem jak to jest i polecam wszystkim. Również bieganie nauczyło mnie, że moje ciało to dar, nie ważne czy mam 3 kilogramy więcej czy mniej. To mało istotne. Teraz nawet przy tego typu wahnięciach czuję się dobrze w swoim ciele, ponieważ wiem, jak wiele dla niego robię – ale nie ma to nic wspólnego z krzywdzeniem go. Nie katuję swojego ciała treningami ponad swoje możliwości, nie karmię go trującym jedzeniem, nie głodzę go. Dbam o swoje ciało tak samo jak dbam o pozytywne myśli, o dobre emocje w swoim życiu. Jeżeli chcę, żeby ze mną współpracowało (również na treningach) muszę być dla niego dobra.

Mam świadomość, że niektórzy biegają np. tylko po to, żeby zgubić kilogramy. Nie oceniam ich negatywnie, ale wiem, że ta motywacja jest jedną z najsłabszych na dłuższą metę. Skąd o tym wiem? Kiedyś (lata temu) sama tak robiłam. Ale nie odkryłam wtedy, czym tak naprawdę bieganie jest. Było tylko i wyłącznie środkiem do osiągnięcia celu (szczupłej sylwetki), a to bardzo niewiele. Osoby tak podchodzące do biegania tracą coś znacznie bardziej wartościowego. Być może jeżeli pobiegają dłużej uda im się dostrzec inne wartości płynące z tego sportu poza szczupłą sylwetką (której notabene bieganie wcale nie gwarantuje) jak np. zdrowie psychiczne i fizyczne, relaks, kontakt z przyrodą, przekraczanie siebie, satysfakcja z sięgania po własne rekordy, radość z rywalizacji podczas zawodów, forma spędzania czasu z przyjaciółmi i wiele, wiele innych. Zdarza się jednak, że osoby z nastawieniem – nie lubię biegać, robię to, bo chcę schudnąć – szybko się zniechęcą, albo osiągną zamierzony efekt sylwetkowy i odstawią bieganie w kąt. Właśnie dlatego, jeżeli ktoś poważnie myśli o zmianie swojego stylu życia – odradzam fiksowanie się na konkretnym założeniu, że uprawiamy sport tylko, żeby osiągnąć jakiś efekt wizualny. To może odebrać nam prawdziwą radość ze sportu, pozbawić go magii… Którą niewątpliwie w sobie ma 🙂

 

Biegowa medytacja

Bieganie oczyszcza głowę. To nie jest pusty slogan – jeżeli uprawiasz ten sport z pewnością niejednokrotnie przekonałeś się o jego dobroczynnym wpływie na samopoczucie psychiczne. Nawet po ciężkim dniu, a może szczególnie po ciężkim dniu w pracy/szkole/w domu warto wyjść pobiegać, żeby oczyścić się z toksycznych myśli i emocji. Hasło „w zdrowym ciele zdrowy duch” sprawdza się tutaj stuprocentowo. Z każdym kolejnym kilometrem z ciała zaczynają odpływać wszelkie napięcia, a co ważniejsze – ciśnienie z umysłu także znika. Człowiek staje się lżejszy i potrafi z dystansem spojrzeć na to, co wcześniej wydawało się trudne.

Bardzo lubię biegać w towarzystwie, ale samotne wybiegania również są dla mnie atrakcyjne ze względu na fakt, że mój umysł ma wtedy moment tylko dla siebie. Czasem daję swoim myślom swobodnie płynąć. Innym razem „wyłączam się” całkowicie i po prostu skupiam na zachowaniu równomiernego tempa biegu – jest to bardzo miłe uczucie – ten moment w ciągu dnia, kiedy nie obciążam swojego umysłu zbędnymi dylematami, czy rozważaniami. Czasami potrzebuję tego czasu, żeby właśnie przemyśleć dany problem – wtedy bieganie służy autoterapii 😉

 

Zew natury i powiew zdrowia

Sarny, zające, jelenie, dziki, czaple, a nawet borsuki… To codzienność biegacza, który trenuje w lesie. Biegam po lasach i tego doświadczam. Czuję, że jestem częścią natury i łączy mnie z nią więź. Natura działa kojąco na zmysły, sprawia, że możliwe jest poczucie harmonii, równowagi w życiu.

Wyobraź to sobie. Siedzisz przez cały dzień w zamkniętym pomieszczeniu (w biurze/na uczelni/w domu etc.) i jaki jest Twój kontakt z przyrodą? Czy naturalnym środowiskiem człowieka są wielkie miasta i domy z betonu? Właśnie… Żeby w pełni cieszyć się życiem niezbędny jest kontakt z naturą. Nie na bieżni w siłowni… Nie dajmy się zwariować. Przeraża mnie to jak często ludzie wybierają zamkniętą salę i przedkładają wartość treningu na siłowni nad wyjście na świeże powietrze do lasu, czy chociażby parku. Tracąc kontakt z naturalnymi żywiołami tracimy cząstkę naszego człowieczeństwa.

O dobroczynnym wpływie biegania na zdrowie chyba nie trzeba nikogo przekonywać? Regularna aktywność fizyczna wydłuża nasze życie, wspiera zdrowie, pozwala zachować witalność i siły na długie lata.

 

Biegasz?

Wierzę, że bieganie to naturalny, potrzebny każdemu człowiekowi rytuał. Regularnie powtarzany ma magiczną moc uzdrawiania ciała i duszy.

Nasi przodkowie biegali za mamutami, a my dokąd biegniemy?


You may also like

14 komentarzy

  1. Dzięki za ten wpis, Magda 🙂 Biegam i mam nadzieję wytrwać. Choć dziś lekko przegięłam, bo było bieganie, joga, rower i jeszcze szybki marsz wieczorny. Padam na pysiorek 🙂

  2. Najtrudniej jest zawsze zacząć 😉 Wiele osób zaczyna biegać bo obudziło się z rekom w nocniku tj z nadwaga albo jak ja odczuwając że się już mocno zardzewiało. Błędem prawie każdego neofity jest przeforsowanie i odpuszczenie z ogromnymi zakwasami albo kontuzją. Ja polecam zaczynać od interwałów marszu i truchtu. W pewnym momencie dochodzimy do stanu kiedy chce się kontynuować i jest super ale to rygor treningowy karze ową euforię biegacza powstrzymać aby nie przeholować. Cóż biegacze to austosadyści, masochiści 😀

    1. Dziękuję za ten komentarz Biegaczu 🙂 Zgadzam się z tym, że faktycznie każdy biegacz ma w sobie coś z masochisty 😀 Jak boli, jak jest pot, jak na zawodach wyprute żyły – to znaczy, że było fajnie ;))) Pozdrawiam ciepło 🙂

  3. Przekonałaś mnie tymi słowami o szacunku do samego siebie:) faktycznie chyba wcześniej nie miałam zbytniej motywacji ze względu na to, że moim cele było zrzucenie kilku kilogramów. Ale bieganie, żeby pomedytować, pobyć samemu ze sobą to już coś. mnie się na pewno przyda, dziękuję:*

    1. Marzena cieszę się, że Ci się przyda <3 Najważniejsze to szukać tego, co dla nas wartościowe, co nas w danej aktywności pociąga. Przecież może być 10 osób, które biegają i każda z nich może mieć zupełnie inne wartości i powody, dla których uprawia ten sport.

  4. Piękny wpis 🙂 Cieszę się, że znalazłaś swój sport i pasję w jednym! Podejść do biegania miałam wiele w swoim życiu, ale zawsze kończyły się kontuzjami. Mimo starań żeby stopniowo zwiększać poziom trudności i dbać o swoje zdrowie nie udawało mi się unikać kontuzji i totalnego wybicia z jakiejkolwiek aktywności fizycznej – na długo. Po czasie wiem, że żeby biegać warto wybrać się najpierw do fizjoterapeuty, innymi ćwiczeniami wyprowadzić swoje ciało „na prostą” i dopiero wtedy podjąć decyzję o bieganiu. Pewnie nie każdy miał czy ma taki „problem” jak ja jednak wydaje mi się, że znalazłoby się więcej takich osób. Po ponad 4 miesiącach treningu funkcjonalnego, pracy nad stabilizacją ciała i przywracaniu prawidłowych wzorców ruchowych możliwe, że mój trener pozwoliłby mi na bieganie – początkowo dostałam całkowity zakaz ;). Wiem, że bieganiem można wydolność sobie szybko poprawić i to mnie korci 🙂 Zobaczę, może jak jeszcze chwilę Ciebie poobserwuje to się na ten krok zdecyduję 😀 Kontakt z przyrodą i endorfiny na ten moment dostarczam sobie innymi metodami. Pozdrawiam serdecznie!

    1. Aniu dziękuję za komentarz 🙂 Faktycznie bieganie czasem przysparza kontuzji i dotyczą one zarówno początkujących biegaczy, jak i tych z latami doświadczeń. Są wręcz wpisane w ten sport, jak np. problem ze ścięgnem achillesa, czy kłopoty z rozcięgnem podeszwowym. Warto biegać po miękkich nawierzchniach – ja praktycznie tylko po lesie i po polach latam (jedynie na zawodach od czasu do czasu po twardszej nawierzchni), żeby chronić kolana. Ale z perspektywy moich rodziców patrząc – biegają od ponad 30 lat.. widzę, że jak się to robi z rozsądkiem i względnym umiarem (bez jakiś katorżniczych startów, bez maratonu co rok etc.) to naprawdę korzyści zdrowotne, psychiczne i te związane z dobrą formą – przerastają jakiekolwiek problemy z kontuzjami. Tacie się kilkukrotnie zdarzało, że musiał mieć ściągany płyn z kolana (to był największy problem), ale potem wracał do biegania i wszystko jest ok 😉 Ja miewałam małe problemy, ale na tyle błahe, że w porównaniu do tego z czym bieganie pozwoliło mi się uporać – to błahostki, o których nawet nie warto wspominać 😉
      Fajnie, że Ty znalazłaś coś atrakcyjnego dla siebie, świat jest różnorodny i każdy może mieć swój sport 🙂 Ale jeśli byś kiedyś chciała powrócić na biegowe tory – zapraszam na wspólne truchtanie! 🙂

  5. Nie biegam bo moje kolana na to nie pozwalają, ale dużo chodzę w szybkim tempie i to o czym piszesz to nie tylko domena biegania. Spacer też działa jak medytacja, pozwala się porządnie zmęczyć fizycznie ale dać odpocząć umysłowi. Uwielbiam te endorfiny po każdym wysiłku 🙂

  6. Już dawno nie biegałam, ale przypomniałaś mi o endorfinkach – idę na urlop i chyba wrócę do tego sportu. Dziękuję za inspirację <3

  7. Biegam od wielu lat i potwierdzam wszystko, co napisałaś 🙂 Szczególnie dla mnie ważna jest mimowolna medytacja podczas biegu – biegnę i myśli odpadają z głowy, wtedy można poczuć się wolnym i niczym nieograniczonym. Cudowne doświadczenie 🙂 Gorąco pozdrawiam! <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *